- Dzisiaj komisarz stwierdził, że do końca roku nie chce zmienić decyzji. Ale liczymy na to, że dokumenty, jakie przekazaliśmy, wpłyną na zmianę jego decyzji - powiedział Gróbarczyk po spotkaniu z komisarzem.

Pytany, czy polscy rybacy mają respektować obowiązujący od soboty zakaz, minister Gróbarczyk podkreślił, że "na dzień dzisiejszy obowiązuje zakaz. My nie szczędzimy wysiłków, żeby zakaz cofnąć". - UE wydaje zakaz, my walczymy o to, żeby (rybacy) łowili - dodał.

Dopytywany, czy oznacza to, że rybacy mogą wyjść w morze, powiedział: "jest za wcześnie o tym mówić. Spotkanie nie miało na celu kłótni na temat zakazu. Nasza wizyta miała na celu podważyć zasady i powody, dla których decyzja została podjęta. W tym kontekście w najbliższym czasie dowiemy się, jakie jest stanowisko rządu".

Polska podważa dane o katastrofalnie niskim poziomie zasobów dorsza na Bałtyku i uważa, że dopuszczalne kwoty połowowe powinny być wyższe. Minister Gróbarczyk zapowiedział wniosek o powołanie przez ministrów rybołówstwa krajów UE niezależnej komisji, która zbada liczebność zasobów dorsza na Bałtyku.

Kwestii szacowania zasobów i limitowania połowów dorsza na Bałtyku ma być też poświęcone zwołane z inicjatywy Polski nieformalne spotkanie ministrów krajów bałtyckich. Gróbarczyk zapowiedział, że może do niego dojść już w październiku.

- Przekazaliśmy dokumenty, które powinny jednoznacznie potwierdzić nasze stanowisko. Dotyczą również rybołówstwa w Polsce i innych krajach europejskich. Wydaje mi się, że wzbudziliśmy wątpliwości w komisarzu Borgu - powiedział Gróbarczyk.

Rzeczniczka Borga Mireille Thom wykluczyła uchylenia rozporządzenia, argumentując, że jest ono oparte "na solidnych podstawach". "Zakaz pozostaje w mocy" - oświadczyła.

- Minister przedstawił nowe dane, które uważnie przeanalizujemy i będziemy się w tej sprawie z Polską kontaktować - dodała. Przypomniała, że obowiązkiem polskich władz jest pilnowanie, czy rybacy przestrzegają wydanego przez Komisję Europejską zakazu połowów. W przeciwnym przypadku Polska może zostać pociągnięta do odpowiedzialności przed unijny Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu.

Całkowity zakaz połowu dorszy na Bałtyku Wschodnim do końca 2007 r. Komisja Europejska wprowadziła 9 lipca br. Podstawą tej decyzji były wyniki przeprowadzonej przez unijnych inspektorów na początku tego roku kontroli w dwóch polskich portach i na części jednostek rybackich. Wynika z niej, że Polacy już w I kwartale br. o prawie 100 proc. przekroczyli na Bałtyku Wschodnim przyznany im limit połowów 10,8 tys. ton.

Dokładne szacunki nie są jeszcze znane, ale źródła w KE nie wykluczają, że kwoty połowowe zostały przekroczone nawet trzy - czterokrotnie. Zgodnie z zasadami panującymi w KE, nadwyżki połowów kraje członkowie są zobowiązane zrekompensować w kolejnych latach, obniżając odpowiednio limity. Jeśli dane o wyłowieniu 200- 300 proc. ponad limit się potwierdzą, polskim rybakom grozi całkowite zamknięcie połowów dorsza przez najbliższe dwa-trzy lata.

- Pomiary odbyły się na niereprezentatywnych jednostkach. Chcemy podważyć to szacowanie - przekonywał w Brukseli minister.

Także rybacy kwestionują rzetelność unijnej kontroli. Ich zdaniem, wszystkie państwa Morza Bałtyckiego łowią dorsze ponad limit, zaś przekroczenie udowodniono jedynie Polsce, bo ta jako pierwsza zaczęła o tym głośno mówić.

Zakaz łowienia dorsza na Bałtyku Wschodnim zaczął faktycznie obowiązywać 15 września. Tego dnia skończył się trwający od 15 czerwca okres ochronny dla tej ryby. W poniedziałek w południe na redach portów w Gdyni, Ustce (Pomorskie) i Kołobrzegu (Zachodniopomorskie) zaczął się rybacki w protest przeciwko wprowadzonemu przez Komisję Europejską zakazowi. Według organizatorów protestu, bierze w nim udział ok. 450 rybackich jednostek.

Mireille Thom wykluczyła w najbliższym czasie wizytę komisarza Borga w Polsce "z powodu napiętej agendy".

Źródło: Agrobiznes