Reforma z grudnia 2005 r. okazała się nie tylko wielką rewolucją na rynku cukru, ale także wielką klapą. Produkcja surowca została ograniczona tylko w niewielkim stopniu. Bruksela pod naciskiem Światowej Organizacji Handlu postanowiła więc radykalnie zaostrzyć swoją metodę „kija i marchewki”.

Nie przyjęcie przez koncerny unijnych rekompensat finansowych za rezygnację z produkcji nie wchodzi już w grę. Zamiast tego mogą to bowiem zrobić plantatorzy buraków zostawiając cukrownie na „lodzie”. A to, że skorzystają z prawa do tzw. inicjatywy plantatorskie jest pewne.

Koncerny cukrowe mogą tylko zaciskać zęby i patrzyć jak Unia Europejska po raz kolejny w krótkim czasie zmienia zasady gry rynkowej. Narodowy limit produkcji może zostać obcięty nawet o 13,5 proc. Krzysztof Kowa, prezes KSC: - te zachęty, które zostały stworzone przez Komisję Europejską idą w tym kierunku, że tak naprawdę producent cukru nie ma innego wyjścia jak tylko zrezygnować z części limitu.

Poprzednia reforma rynku cukru została przyjęta przy sprzeciwie Polskie. Obecne kierownictwo resortu rolnictwa zapowiada, że będzie dążyło do kompromisu. Jego brak spowodowałby, że w 2010 r. Bruksela i tak mogłaby skorzystać z prawa obcięcia wszystkim krajom limitów po 13,5 prc. Ale już bez żadnych rekompensat.

J. K. Ardanowski, wiceminister rolnictwa: - lepiej zredukować korzystając z rekompensat maksymalnie korzystnie dla Polski, niż rezygnować bez wsparcia finansowego.

26 września rozpocznie się spotkanie unijnych ministrów rolnictwa, na którym będzie omawiana sprawa reformy rynku cukru. Mają oni obradować do momentu osiągnięcia porozumienia. Zapowiada się więc wyjątkowo długi – nawet kilku dziesięciogodzinny - maraton negocjacyjny.

Źródło: Agrobiznes