"W chwili obecnej kontynuowane są kontakty rosyjskich i unijnych specjalistów w związku z rozprzestrzenianiem się afrykańskiego pomoru świń na Litwie i w Polsce. Przy czym ze strony UE wysuwane są sztuczne pretensje, że Rosja rzekomo wykorzystuje ten problem do celów politycznych. Jest to absolutnie niezgodne z rzeczywistością" - oświadczył resort spraw zagranicznych Rosji.

Resort twierdzi, że strona rosyjska "od początku była zainteresowana znalezieniem takich rozwiązań, które mogłyby zagwarantować, że choroba ta nie zostanie przeniesiona z terytorium Unii Europejskiej do Rosji i zapewnić jak najszybsze wznowienie kontaktów handlowych z państwami nie graniczącymi bezpośrednio z krajami, w których zarejestrowano ogniska ASF".

"Zaproponowane przez nas robocze rozwiązanie problemu polegało na zawarciu odpowiednich porozumień między Unią Celną i zainteresowanymi państwami UE o przedstawianiu narodowych certyfikatów weterynaryjnych potwierdzających niewystępowanie na ich terytorium ASF" - poinformowało rosyjskie MSZ, dodając, że "Bruksela, powołując się na zasadę unijnej solidarności, blokuje takie rozwiązanie".

"Co więcej, opierając się na twardej linii Komisji Europejskiej, Polacy nawet straszą wprowadzeniem embarga na import produktów rolnych z tych krajów Unii Europejskiej, które skłonne są zawrzeć dwustronne porozumienia z Rosją" - oznajmiło rosyjskie MSZ.

Skonstatowało ono również, że "problem ASF w stosunkach rosyjsko-unijnych ukazuje wewnętrzne kontrowersje w Unii Europejskiej, gdy narodowe rządy muszą stawać na baczność przed europejską biurokracją".

Unię Celną tworzą Rosja, Białoruś i Kazachstan. Wkrótce ma do niej przystąpić Armenia.

- Rosjanie próbują na wszelkie sposoby rozbić europejski solidaryzm, który jest i tak bardzo kruchy - skomentował wczoraj oświadczenie rosyjskiego MSZ minister rolnictwa Marek Sawicki.

Zapewnił, że nikt z urzędników ministerstwa, a tym bardziej minister nie straszył państw Unii Europejskiej jakimkolwiek embargiem na import produktów z tych państw. Jest to niezgodne z prawem i "zdrowo pojętym interesem gospodarczym". Skoro 76 proc. eksportu rolno-spożywczego z Polski trafia na unijny rynek i mamy z Unią zdecydowanie dodatni bilans handlowy, to bylibyśmy samobójcami, gdybyśmy coś takiego ogłaszali - wyjaśnił szef resortu rolnictwa.