Wielofunkcyjność, czy wielokierunkowość to przede wszystkim: odporność obszarów wiejskich na zmiany polityczne i konkurencyjność.
Jak twierdzi gość Międzynarodowej konferencji naukowej, która odbyła się w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego z okazji 100 lecia Katedry Ekonomiki i Organizacji Przedsiębiorstw.

Heijmann widzi rolnictwo europejskie, podobnie jak rodzime – holenderskie. – Tak naprawdę trudno cokolwiek prognozować – wyjaśnia. Jednak w szerszej perspektywie uważa, że należy odchodzić od małych gospodarstw na rzecz tworzenia coraz większych. Jedynie w Szkocji 50 ha gospodarstwa są małe. Dla większości europejskich krajów to nada dużo. Tymczasem badanie prowadzone w Wageningen pokazuję, że aby chociażby rolnictwo precyzyjne okazało się opłacalne, należy wprowadzać je dopiero na… 750 hektarach. A przecież rolnictwo precyzyjne, w tak nowoczesnych czasach, jako jedyne już niedługo będzie miało rację bytu.

Jednym słowem drobni nie przetrwają… Z drugiej strony nie mamy już stref buforowych w razie niepowodzenia naszego ( w sensie: europejskiego) rolnictwa na wielką skalę.- Wielkie gospodarstwo to wielki sukces, ale i wielka porażka – przypomina nam w rozmowie holenderski naukowiec.

Podkreśla, że trzeba liczyć się z ogromnym ryzykiem cenowym i mówi, że może nas ono dopiero czekać, bo wbrew powszechnie panującej opinii, nie dotknął nas jeszcze kryzys żywnościowy. - Ten dopiero może nadejść – prognozuje nasz interlokutor. Zaznacza, że jeżeli chodzi o Holandię, to na przykład litr mleka kosztuje 20 centów. Farmerzy twierdzą, że to połowa poniesionych nakładów na jego wyprodukowanie.

Z tego tez płynie wniosek, jak niebezpieczne jest zamykanie się na inne kierunki produkcji. Gdy następuje tąpnięcie na głównym rynku, rolnik jest, mówiąc kolokwialnie, ugotowany.

Dlatego też coraz większą rolę powinny odgrywać tak zwane greek farms – zielone farmy. Jednym słowem gospodarstwa, które spełniają podstawowe warunki: są w stanie pełnić usługi opiekuńcze, agroturystyczne, mogą jednocześnie zajmować się przetwórstwem, a jednocześnie działają na rzecz środowiska naturalnego.

Koncepcja jest bez wątpienia ciekawa. Sprawdza się we Włoszech, w Holandii. Czy sprawdziłaby się w Polsce? Pewnie tak, ale do tego potrzeba rolników z otwartymi umysłami. I chociaż tych w naszym kraju nie brakuje, za otwartym umysłem powinny iść otwarte pełne kieszenie. Z tym niestety już o wiele, wiele gorzej.

Źródło: farmer.pl