Zdaniem rzecznika KE Johannesa Laitenbergera produkcja i zużycie biopaliw są obecnie zbyt małe, by oddziaływać na ceny żywności na światowych rynkach. Uprawy roślin na biopaliwa zajmują nie więcej niż 2 proc. terenów rolnych na świecie. W opinii rzecznika KE podwyżki nie wynikają z zapowiedzianego przez Unię Europejską zwiększenia zużycia biopaliw do 10 proc. w roku 2020.

"Mamy rok 2008 i naprawdę uważam, że cele na rok 2020 nie zmieniają sytuacji w roku 2008. Nie widzę automatycznego związku między jednym a drugim" - powiedział Laitenberger na codziennej konferencji prasowej.

Chodzi o część ambitnego pakietu legislacyjnego, który ma pozwolić Unii Europejskiej o 20 proc. ograniczyć emisję dwutlenku węgla - gazu, który odpowiada za zmiany klimatyczne na Ziemi. Ale coraz więcej krajów członkowskich UE zadaje pytanie, czy rzeczywiście walce ze zmianami klimatycznymi służy zwiększenie wykorzystania biopaliw w transporcie.

Ich spalanie powoduje mniejsze emisje CO2 niż używanie zwykłych paliw, ale są wątpliwości, czy ten bilans jest pozytywny, jeśli weźmie się pod uwagę emisje CO2 powstałe przy produkcji i transporcie biopaliw. Dodatkowo krytycy wskazują na zagrożenia dla bioróżnorodności i ryzyko ograniczenia tradycyjnych upraw, co grozi dalszą podwyżką cen żywności, i to w sytuacji, gdy miliony ludzi na świecie cierpią głód.

Ostatnio Francja przestrzegła, że uprawa roślin do produkcji biopaliw nie może się odbywać kosztem produkcji żywności. Zdaniem francuskiego ministra rolnictwa Michela Barniera istnieje ryzyko, że wielu rolników przestawi się na uprawę samych roślin energetycznych, co zmniejszy podaż tradycyjnych upraw.

"Produkcja biopaliw jest dziś zbrodnią przeciwko ludzkości" - powiedział w kwietniu wysłannik ONZ ds. żywności Jean Ziegler.

Nawet Europejska Agencja ds. Środowiska, która m.in. przygotowuje ekspertyzy naukowe dla KE, przestrzegła przed zwiększoną produkcją biopaliw jako "zagrożeniem dla środowiska naturalnego". Ekolodzy argumentują m.in., że intensywna produkcja biopaliw, z uwagi na zużycie pestycydów, przyczyni się do wydzielenia ogromnych ilości podtlenku azotu - gazu potęgującego efekt cieplarniany.

Komisja Europejska po raz kolejny odrzuciła w środę wszelką krytykę. Laitenberger powiedział, że ustalając cel 10 proc., zatwierdzony przez szczyt przywódców krajów członkowskich, KE chciała promować nie biopaliwa pierwszej generacji (bioetanol i biodiesel, produkowane np. z rzepaku, kukurydzy lub soi), ale paliwa drugiej generacji. Byłyby one produkowane nie z plonów rolnych, ale np. resztek drewnianych albo celulozy, czy też poprzez tzw. upłynnianie biomasy. Mają dużo wyższą wydajność energetyczną niż paliwa pierwszej generacji, ale ich podstawowa wada to wysoka cena. W dodatku technologia produkcji wciąż nie jest wystarczająco rozwinięta.

KE przypomniała, że dopuszczone do użytku w UE biopaliwa będą musiały spełniać surowe standardy, nad którymi debatują obecnie kraje członkowskie. "Nie chodzi o 10 proc. za wszelką cenę. Nie mówimy: produkujcie, produkujcie, a my kupimy wszystko" - powiedział Laitenberger. Jego zdaniem unijny mechanizm zagwarantuje, że wzrost zużycia biopaliw w transporcie "nie będzie miał efektów ubocznych".

Kraje członkowskie UE powinny się porozumieć w sprawie pakietu klimatyczno-energetycznego do końca roku. Polska, z dużym potencjałem rolniczym, uważa, że może być znaczącym źródłem biopaliw. Protestuje więc przeciwko pułapowi 35 proc. jako minimalnemu poziomowi redukcji emisji, który mają zapewnić biopaliwa, gdyż tego warunku może nie spełnić uprawa roślin energetycznych w Polsce.

Dużo wyższy wskaźnik efektywności ma np. bioetanol produkowany w Brazylii z trzciny cukrowej. To jednak rodzi kolejny dylemat: pod uprawy wycina się tam lasy równikowe, a biopaliwa trzeba sprowadzać do Europy statkami napędzanymi nieodnawialnymi paliwami kopalnymi.

Chcąc przynajmniej częściowo uciszyć głosy krytyków, Komisja Europejska zapowiedziała, że zaproponuje krajom członkowskim zniesienie dopłat do upraw roślin energetycznych, na które z budżetu UE przeznacza się 90 mln euro rocznie (45 euro za hektar).

Od 2004 r. powierzchnia upraw roślin energetycznych w UE wzrosła dziesięciokrotnie, do 2,84 milionów ha. Według szacunków spełnienie w 2020 roku założonych przez UE celów wymagałoby wykorzystania ok. 15 proc. gruntów ornych w UE.

Źródło: PAP

Podobał się artykuł? Podziel się!