Kiedy w lipcu 2005 r. przewodnictwo w Unii Europejskiej przeszło w ręce Wielkiej Brytanii, Tony Blair, premier tego kraju, kokietował nowych członków, mówiąc, że pamięta o interesie najbiedniejszych krajów unijnych. Może i pamiętał, ale zaproponowany przez niego budżet na lata 2007-2013 jest korzystny dla krajów bogatszych. Dla biedniejszych oznacza duże straty. Dla nas byłoby o 9 mld euro mniej niż to, co zaproponowała nam już rok temu Komisja Europejska. Gdyby budżet ten został zatwierdzony, Niemcy zaoszczędziliby 5 mld euro, a Brytyjczycy - 3 mld euro.

Brytyjski premier zaproponował obcięcie przede wszystkim funduszy strukturalnych, które służą rozwojowi biedniejszych regionów Europy. Ten budżet może zadowalać np. Francuzów, którym zależy głównie na dopłatach bezpośrednich dla rolników i środkach na interwencje rynkowe. Na te cele Francja otrzymuje co rok 20 proc. środków całego unijnego budżetu rolnego, a Polska zaledwie 2 proc., czyli 10 razy mniej niż Francja.

Polsce zależy więc  bardzo, aby w przyszłym budżecie nie ograniczyć tzw. funduszy rozwoju, czyli funduszy strukturalnych i funduszu spójności. Fundusze obiecywano nam podczas negocjacji akcesyjnych. Mówiono, że wyrównają one z nadwyżką niższe u nas niż w starych krajach unijnych dopłaty bezpośrednie dla rolników. Teraz chce się te fundusze obcinać! Nie możemy się na to zgodzić. Pieniądze te są nam bardzo potrzebne: na zalesienia, programy rolno-środowiskowe, na poprawę standardów sanitarnych i na inne inwestycje w gospodarstwach rolnych.

Brytyjczycy twierdzą, że 5 proc. ludności unijnej nie może otrzymywać 40 proc. budżetu unijnego. Ale czy ten budżet jest naprawdę duży w porównaniu z budżetami krajowymi poszczególnych państw? Cały budżet unijny wynosi rocznie rocznie 110 mld euro, co stanowi zaledwie 1,2 proc. unijnego PKB, a np. budżet francuski wynosi rocznie 266 mld euro. Na Wspólną Politykę Rolną przeznaczane jest z unijnego budżetu około 45 mld euro. Tyle przeznacza rocznie Francja na własną armię. Poza regionalnym funduszem spójności, stanowiącym 34 proc. budżetu UE, Wspólna Polityka Rolna jest, jak dotąd, jedyną wspólną polityką dla całej UE, a te 45 mld euro to zaledwie 0,35 proc. unijnego PKB. Nie jest to więc polityka droga, bo np. na naukę i badania Unia przeznacza 2 proc. swojego PKB.

Nawet jeśli budżet na lata 2007-2013, będzie większy niż chcą Brytyjczycy, co jest prawdopodobne, to i tak nie będzie dobry. Powinien być bowiem ustalony co najmniej pół roku wcześniej. Bardzo długo trwa ustalanie zasad, na jakich mają być wypłacane zaplanowane w budżecie środki. Brak zgody co do kształtu budżetu spowodował, że pierwsze pieniądze z unijnych funduszy strukturalnych dostępne będą prawdopodobnie dopiero w  roku 2009. To bardzo niekorzystne dla Polski. Fundusze strukturalne wymagają jak wiadomo współfinansowania z budżetów krajowych. Krajowy wkład może wynosić najwyżej 4 proc. PKB. Aby możliwe było wykorzystanie tych funduszy w pełni, trzeba by od 2009 r. przeznaczać na ten cel znacznie więcej niż 4 proc. naszego PKB. Nie tylko Polska, ale i inne biedniejsze kraje raczej tego nie udźwigną. Jeśli nawet byłoby nas na to stać, to dotychczasowe zasady przyznawania funduszy strukturalnych nie pozwalają na to. W efekcie możemy więc nie wykorzystać funduszy strukturalnych, a wtedy Brytyjczycy mieliby satysfakcję. Żądali przecież obcięcia tych funduszy dla nowych krajów.

Czy w tej sytuacji lepsze byłoby uchwalanie budżetów rocznych? Raczej nie. Budżety te nie gwarantują stabilności. Nie są też dobre dla bardzo ważnej (jeśli nie najważniejszej dla nas) unijnej polityki regionalnej. Wymaga ona bowiem przewidywalności. Trzeba wiedzieć, jak dużo Unia jest w stanie przeznaczyć na strategiczne cele, których realizacja może trwać dobrych kilka lat.

Brytyjczycy najchętniej zlikwidowaliby Wspólną Politykę Rolną, ale Europa musi nadal produkować żywność i zachować żywotność obszarów wiejskich. Musi więc zapewniać rolnikom godziwe dochody. Bez polityki to się nie uda.

Źródło "Farmer" 24/2005

Podobał się artykuł? Podziel się!