- Ta umowa jest nie tylko szkodliwa dla rolników europejskich, ale jeszcze gorsza dla marokańskich. Faworyzuje natomiast wielkie firmy eksporterskie z Maroka, które kontrolują dwie trzecie eksportu do UE - powiedział sprawozdawca Parlamentu Europejskiego ws. umowy, francuski deputowany Zielonych, Jose Bove. Zarekomendował, by PE odrzucił umowę.

Parlament Europejski ma 16 lutego głosować ws. nowej umowy między UE a Królestwem Marokańskim, która pozwoli na natychmiastową liberalizację 45 proc. wartości importu produktów rolnych z UE do Maroka oraz 55 proc. z Maroka z UE. W grudniu umowę podpisała już Rada ministrów UE. By weszła w życie, wymagana jest ratyfikacja PE. Umowa zakłada zwiększenie importu do UE kwot wielu gatunków warzyw (pomidory, oberżyna, cukinia, czosnek, ogórki) i owoców (pomarańcze, mandarynki, melony i truskawki).

Zdaniem Bove stracą zwłaszcza producenci pomidorów w Europie południowej, zwłaszcza z Hiszpanii i Francji, gdyż pomidory marokańskie są znacznie tańsze ze względu na niższe koszty siły roboczej. - Wynagrodzenie w Maroku to około 5 euro dziennie, podczas gdy w Europie to 8-13 euro za godzinę - powiedział. Wskazał także na problem zatrudniania w Maroku dzieci oraz problemy ochrony środowiska (w Maroku używa się znacznie więcej wody do produkcji pomidorów).

Przede wszystkim jednak Bove argumentował, że na umowie skorzystają tylko wielkie ugrupowania eksporterów (o mieszanym kapitale powiązanym z europejskim, w większości francuskim), które kontrolują 70 proc. eksportu marokańskich pomidorów do UE. Jego zdaniem nie skorzysta natomiast marokańskie rolnictwo rodzinne.

Przekonywał, że stracą natomiast marokańscy producenci mleka i zboża. Umowa zakłada bowiem - wyjaśnił - zwiększenie o 50 proc. kwot unijnej produkcji mlecznej i zbożowej do Maroka, "czyli tony zbóż będziemy mogli tam wysyłać i zakłócać produkcję lokalną".

Choć zdaniem Bove frakcje polityczne są podzielone ws. umowy i trudno przewidzieć wynik głosowania, to z wypowiedzi rzeczników partii wynika jednak, że umowa zostanie ratyfikowana. Zwłaszcza, że popiera ją największa chadecka frakcja w PE Europejskiej Partii Ludowej, co potwierdził we wtorek jej lider, także rolnik Joseph Daul.

- Jestem za umową, choć wiem, że są problemy z pomidorami - powiedział Daul. Przyznał jednak, że jeśli UE nie zawrze porozumienia, wówczas to Chiny opanują rynek marokański. - Będę głosować za porozumieniem z Marokiem, bo nie chcę negocjować z Chińczykami - powiedział.

Towarzyszący mu na konferencji prasowej polski deputowany Czesław Siekierski (PSL) też zadeklarował poparcie dla umowy. - Polityka sąsiedzka wymaga otwartości. (...) Ograniczanie nie jest dobrą metodą na współpracę - powiedział, wskazując na potrzebę stowarzyszeń nie tylko z Marokiem, ale też Ukrainą. Podobał się artykuł? Podziel się!