Feralne ogórki prawdopodobnie zostały wyprodukowane w dwóch gospodarstwach w Andaluzji - w Maladze i Almerii.

W czwartek mikrobiolodzy z Hamburga zidentyfikowali źródło zakażeń. Obecność EHEC, czyli groźnego szczepu pałeczek okrężnicy Escherichia coli, stwierdzono na ogórkach sałatkowych z Hiszpanii, sprzedawanych na targu hurtowym w Hamburgu. W ciągu tygodnia w Niemczech zgłoszono w sumie 800 potwierdzonych przypadków choroby, wywołanych przez tę bakterię.

- W Polsce nie ma tej partii ogórków, które zagroziły zdrowiu niemieckim obywateli. Informuję, że produkcja krajowa jest w pełni bezpieczna - podkreślił Sawicki. Poradził, by konsumenci kupowali krajowe warzywa, które są - jak mówił - bezpieczne, smaczne i najbardziej przystosowane do naszych potrzeb żywnościowych.

Rzecznik prasowy Państwowej Inspekcji Sanitarnej Jan Bondar poinformował, że Niemcy zawiadomili o znalezieniu niebezpiecznych szczepów bakterii w dwóch partiach ogórków - jedna znalazła się na rynku niemieckim, druga duńskim. W związku z tym Główny Inspektor zarządził od środy wzmożoną kontrolą importowanych warzyw.

Zaznaczył, że te partie ogórków, na których znalazła się bakteria, nie były wysyłane do Polski. Dodał, że Niemcy kontrolują żywność, bo nie jest wykluczone, że bakteria może być na innych produktach, na sałacie i pomidorach.

Według rzecznika, przy produkcji wczesnych ogórków stosuje się intensywne nawożenie naturalne (gnojowicę), aby zwiększyć plony, i w ten sposób mogło dojść do zakażenia. Wystarczy umyć warzywa pod bieżącą wodą, by uchronić się od infekcji. Nie należy nowalijek przechowywać w plastikowych torebkach, gdyż zawierają one pozostałości po nawozach azotowych, które mogą przekształcić się w substancje wywołujące zatrucia.

Bondar przyznał, że w Polsce zdarzył się jeden przypadek zatrucia niebezpieczną bakterią u kobiety, która jest obecnie w szpitalu w Szczecinie, a wcześniej przebywała w Niemczech. Nie ma jednak potwierdzenia, że jadła ogórki.

Poinformował, że inspekcja przeprowadza regularnie badania żywności, rocznie bada się ok. 100 tys. próbek. Nowalijki są sprawdzane pod kątem zawartości pozostałości nawozów sztucznych. Z dotychczasowych badań wynika, że przekroczenia norm zawartości azotanów są sporadyczne. Zapewnił, że w kontrola żywności w naszym kraju jest bardzo dokładna i dzięki temu nie ma masowych zatruć.