W Polsce instytucjami takimi jest na przykład Państwowa Inspekcja Weterynaryjne czy Instytut Ochrony Roślin. Oprócz tego czuwają nad wszystkim poszczególne komórki unijne. Dla porównania w USA bezpieczeństwem żywności zajmuje się Animal and Plant Heath Inspection Service.

Rozdzielenie inspekcji roślin i zwierząt nie jest regułą w Unii Europejskiej, każdy z krajów ma własny system. Grunt, aby funkcjonował on dobrze. – Połączenie nie jest konieczne. U nas działa to sprawnie. Ale trzeba brać pod uwagę warunki geograficzne i sytuację polityczną. Jakkolwiek nie jest to rozwiązane musi być bezsprzecznie dobra komunikacja między sektorami zdrowia zwietrząt, roślin i finalnie bezpieczeństwa żywności – mówi w rozmowie z farmer.pl Jay Mitchell, szef polityki handlowej na Europę, Środkowy Wschód i Nową Zelandię USDA (Departamentu Rolnego).

Jay Mitchell chwali Polskę za sprawny system inspekcji weterynaryjnej. – Jesteście przygotowani na kłopoty, przewidujecie zagrożenia. Pamiętam, kiedy zaczynała w Europie panować ptasia grypa polskie służby weterynaryjne działały tak, jakby epidemia dotarła już do Polski.

Z drugiej strony ważne jest ciągłe usprawnianie systemu i inwestowanie w innowacje. Znakomitym przykładem mogą być laboratoria w Puławach. One stawiają nas nie tylko regionalnej czy europejskiej, ale i światowej czołówce.

Najistotniejsi są jednak… ludzie. – Możesz mieć zaawansowany system, nowoczesny sprzęt, a nie mając zdolnych specjalistów - nic nie zrobisz. Kiedy rolnik dzwoni do weterynarza musi wiedzieć, że po drugiej stronie jest ktoś na kogo może liczyć. Taka osoba musi mieć odpowiednie kwalifikacje i szybko reagować na zagrożenia.

- Wczoraj rozmawialiśmy z Głównym Lekarzem Weterynarii. Dostał fundusze na zatrudnienie większej ilości lekarzy na poziomie lokalnym – powiedział nam Piotr Ruciński, specjalista do spraw rolnych w Ambasadzie Amerykańskiej.

Jay Mitchella spytaliśmy także o jego stosunek do sporów wokół GMO. Zauważył podstawową różnicę w podejściu społeczeństwa. W Stanach Zjednoczonych ludzie ufają naukowcom. Polityka nie jest w to w żaden sposób zaangażowana. Jeżeli autorytety mówią, że poszczególne modyfikacje nie są groźne – Amerykanie nie mają obaw.

- Wszędzie jest polityczny i niepolityczny aspekt sprawy. Ale najważniejsze jest zrozumienie argumentów naukowych. Musimy poznać pewne podstawy, czy wiedzieć, czy zgadzamy się na coś, czy nie – dodał.- najważniejsza jest efektywna komunikacja, liczy się to, co ludzie sądzą na temat zmian. U nas rolnicy, producenci, przetwórcy, konsumenci nie są wyłączeni z procesu podejmowania decyzji. Wszystkie nowe przepisy i ustawy są poddawane osądowi publicznemu. Każdy ma prawo przesyłać swoje komentarze. Są uwzględniane jeżeli maja dobre uzasadnienia.

- W Polsce ustawy podpisywane są po uzgodnieniach wewnętrznych, międzyresortowych – dopowiada Ruciński. - Ponieważ Stany Zjednoczone i Unia Europejska zmierzają w podobnym kierunku, może doprowadzi to do znormalizowania poglądów na ten temat – zastanawia się.

Źródło: farmer.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!