W tym roku polscy rybacy teoretycznie wyłowią około 12 i pół tys. ton dorszy. W praktyce mogą o 800 ton mniej. To efekt ubiegłorocznego konfliktu między naszymi rybakami a Brukselą, w wyniku którego przez najbliższe 4 lata musimy ograniczyć połowy o 8 tys. ton. Za przekroczenie limitów grożą duże kary. Wytyczne Brukseli armatorzy wzięli sobie do serca, dlatego teraz wyrzucają nadmierne ilości dorszy z powrotem za burtę.

Ryszard Klimczak, Kołobrzeska Grupa Producentów Ryb: - jest to marnotrawstwo, nie ukrywamy, z którym rybacy nie mogą się zgodzić. Dlaczego tak mocno unia stawia na ochronę, jeśli ten dorsz, którego my złowimy i wyrzuciliśmy za burtę i tak już nie żyje.

Pozbywanie się niedozwolonej ilości ryb to jedyny sposób na uniknięcie kolejnych kar, za przekroczenie wyznaczonych na ten rok limitów połowowych.

Andrzej Gościniak, Stowarzyszenie Armatorów Łodziowych: - niektórzy nawet uciekają od tego dorsza, bo pamiętają, co w ub. r. zrobiła Unia, że zakazała nam i wszyscy się teraz boją, żeby nie zrobiono tego w 2008 r.

Tymczasem w ub. tygodniu, resort rolnictwa zapowiedział, że w połowie przyszłego miesiąca ruszy wypłata odszkodowań za przymusowy postój w portach, spowodowany unijnym zakazem połowów.

Kazimierz Plocke, wiceminister rolnictwa, wypowiedź z 7 marca: - do 15 kwietnia rybacy będą mogli składać odpowiednie wnioski do ARiMR i będą po tym terminie otrzymywać stosowne dopłaty.

Wysokość odszkodowań wahać się będzie od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Zależeć będzie od wielkości jednostki. Pieniędzy nie dostaną tylko ci, którzy wbrew zakazowi kontynuowali łowienie dorszy.

Źródło: Radosław Bełkot/Agrobiznes