Rzecznik czeskiej Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej (SVS) Josef Duben potwierdził, że czeska inspekcja pismo otrzymała i odpowiedź na prośbę polskiej strony będzie pozytywna.

Czeska inspekcja poinformowała we wtorek, że w jednym ze sklepów w Morawskiej Ostrawie odkryła pochodzącą z Polski koninę z zawartością zakazanej przez UE substancji - fenylobutazonu. Szef Inspekcji Janusz Związek nie wierzy, by badanie wykonane w czeskim laboratorium było wiarygodne. Powiedział, że polskie służby weterynaryjne badają tę sprawę. Analizowane są m.in. dokumenty handlowe w ubojni w Wodzisławiu Śląskim, z której - według strony czeskiej - ma pochodzić konina z fenylobutazonem.

Duben zapewnił, że laboratorium SVS w Jihlavie jest organem miarodajnym i w badanej próbce mięsa eksperci stwierdzili 10,5 mikrogramów leku na kilogram. Rzecznik dodał, że cała partia mięsa, z której pobrano próbki, ważyła około 360 kilogramów i pochodziła tylko z ubojni w Wodzisławiu Śląskim.

Jak mówił, SVS nie chce "kwestionować jakości polskiego mięsa końskiego () tym bardziej, że taka ilość leku nie zagraża zdrowiu człowieka". Podkreślił jednak, że mięso końskie nie powinno zawierać fenylobutazonu.

Fenylobutazon jest lekiem przeciwzapalnym stosowanym przy problemach ortopedycznych u koni. Ze względu na możliwe działanie rakotwórcze nie powinien być stosowany u koni rzeźnych, których mięso jest spożywane przez ludzi.

- Nie mówimy, że końskie mięso z Polski jest skażone. Najprawdopodobniej doszło do drobnego przeoczenia. Być może chodziło o jednego konia sportowego, któremu wstrzyknięto fenylobutazon i o błąd jednego z lekarzy, który zapomniał o tym poinformować - powiedział Duben, dodając, że SVS nie chce tej sprawy wyolbrzymiać, a jest tym bardziej daleka od kwestionowania jakości polskiej żywności. - W żadnym przypadku nie zamierzamy zakazywać importu polskich artykułów - stwierdził.

Podobał się artykuł? Podziel się!