W ostatnich latach spadła liczba producentów, ale mleka mamy niemal tyle samo – mówił dziś podczas konferencji „Farmera” Waldemar Broś, prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich. Ważna jest stabilność przychodów producentów – stąd naciski na Komisję Europejską ze strony producentów mleka, zmierzające do stabilizacji rynku, szczególnie trudnego.
Produkcja mleka to kierunek najbardziej trudny i pracochłonny. Nie da się opóźnić doju. Spożycie polskich produktów powinno rosnąć.

Stabilizacja dochodów zależy od rynku wewnętrznego, układu cen – to natomiast zależy od poziomu spożycia. To z kolei wymaga odpowiednich przychodów konsumenta. Drugą sprawą jest eksport – bo aż 40 proc. wartości artykułów stanowi eksport. Rekordowy eksport w ub. roku – w tym roku o ok. 20 proc. spadł.

Ważna jest w tym kontekście skala produkcji: wyższa oznacza niższe koszty.
Poczynania UE nie sprawdziły się – tylko wykup mleka w proszku nastąpił w celu stabilizacji rynku, teraz trzeba pilnować, żeby mleko to nie wróciło na rynek.

- Skąd wahania cen w spółdzielniach? – pytał redaktor naczelny miesięcznika "Farmer" Wojciech Denisiuk.

- Zróżnicowania cen skupu zależą od lokalizacji, kondycji spółdzielni i tego, co produkuje na rynek – ceny masła spadły, ale obecnie rosną, podobnie jest z serami, mleko w proszku też drożeje – dywersyfikacja produkcji jest więc ważna – ocenił prezes Broś.

- Dla każdego producenta ważny jest rynek wewnętrzny, nigdy nie reaguje on tak nieprzewidywalnie, jak rynki zewnętrzne – podkreślił. - Spadki cen nie były w ubiegłym roku naturalne, to spekulacja kapitału. Niektóre instrumenty – np. dopłaty do przechowania masła, z których 3 kraje korzystały, a w 60 proc. trafiły do Holandii – regulowały rynek zamiast Unii. To według mnie jest spekulacja. Żaden bank nie daje takiego przyrostu kapitału, jak skup tani i kilkakrotnie wyższa sprzedaż - ocenił.