Szefowa Muzeum Etnograficznego w Rzeszowie Elżbieta Dudek-Młynarska przypomniała, że dawniej za początek roku uważano Boże Narodzenie, natomiast początek roku kalendarzowego traktowano jako "święto początku", które należało rozpocząć szczęśliwie. W związku z tym ostatni wieczór roku, czyli Sylwester, nie był bogaty w zabawy, podobne współczesnym, ale obfitował w obrzędy, magiczne czynności i wróżby, mające zapewnić dostatek, urodę i zdrowie.

Pomyślność na cały nadchodzący rok odczytywano ze znaków, na które zwracano uwagę w ostatni wieczór kończącego się roku, np. pojawiający się mróz oznaczał dobre przyszłe plony, a szadź na drzewach zwiastowała urodzaj owocowy. Urodzaj wróżono też z odgłosów ziemi. W tym celu należało przyłożyć ucho do ziemi. Gdy "dzwoniła", odczytywano to jako dobrą wróżbę, zapewniającą urodzaj i obfitość w plonach. Wierzono bowiem, że dzwonienie pochodzi z brzęku kos, sierpów.

W tym dniu nie tylko odczytywano sygnały wysyłane z przyrody, ale także wykonywano różne magiczne obrzędy, aby zapewnić sobie obfitość w plonach, szczęście i pieniądze. I tak np. brzękiem monet w kieszeniach zachęcano do przyjścia w nowym roku szczęście i pieniądze. Natomiast zdrowie i urodę miało zagwarantować obmycie się w wodzie, do której wrzucono pieniądze. Praktyka ta popularna była zwłaszcza u osób z kłopotami skórnymi.

Aby w nowym roku w gospodarstwie nigdy nie zabrakło czystej, świeżej wody należało nalać takiej wody w Sylwestra do konwi. Z kolei palenie ognia na palenisku miało zabezpieczyć przed jego brakiem w nowym roku.

Innym tajemniczym i zapomnianym już zwyczajem zapewniającym urodzaj było wyciąganie zza obrazów słomy, którą wkładano tam przed wigilią Bożego Narodzenia (tzw. bicie kop) i wynoszenie jej w pole. Jak wierzono, słoma ta miała działanie magiczne i zapewniała obfite plony.

Dudek-Młynarska dodała, że w niektórych rejonach, np. w okolicach Ropczyc mówiono przy tym: "Idźcie kopy na pole, bo nie ma nic w stodole".

Przed nowym rokiem we wsiach pojawiały się także tajemnicze postaci, przebierańcy, zwani drabami. Ich wizyta w domu i składane gospodarzom życzenia także miały zapewnić urodzaj.

Dudek-Młynarska zauważyła, że odwiedziny przebierańców symbolizowały wizytę zmarłych przodków, którzy byli przychylni domowi i opiekowali się domownikami.

Przebierańcy mieli na twarzach odstraszające maski z dużymi zębami, czerwonymi nosami, wykonane najczęściej ze skóry. Odziani byli w kożuchy odwrócone włosem do wierzchu i okręceni słomianymi powrósłami, a na głowach nosili spiczaste czapki ze słomy.