Wczoraj rano policja zatrzymała 11 spośród rolników protestujących w zachodniopomorskim.

- Wszyscy, którzy kupili lub wydzierżawili ziemię z niewielkim postąpieniem mogą teraz się czuć jak przestępcy – mówi Edward Kosmal, kierujący protestem zachodniopomorskich rolników. – Mechanizm był taki: np. ANR oferowała ziemię leżącą między dwoma działkami. Mogli ją kupić lub wydzierżawić rolnicy sąsiadujący. Zakładając hipotetycznie, że ANR dając do sprzedaży ziemię leżącą między dwoma sąsiadami chce doprowadzić do restrukturyzacji jest naturalne, że to właśnie rolnicy sąsiadujący chcieli kupić  tę ziemię. Trzeci oświadczał, że nie będzie przeszkadzał, bo interesuje go grunt leżący bliżej jego działek. I już jest hipotetyczna zmowa. Tak prokuratura interpretuje te przepisy. To po co były konsultacje izby rolniczej? To było narzucone przez ANR. Nieprecyzyjne przepisy doprowadziły do tej sytuacji. Kryteria rozpatrywania przetargów ograniczonych zmieniały się bez przerwy. Regularnie zarządzeniami zmieniała je ANR. Cały czas zabiegaliśmy o ustalenie jasnych i jednakowych dla całego kraju zasad rozpatrywania przetargów ofertowych, ale nie udało się doprowadzić do ich wprowadzenia.

Jak dodaje Edward Kosmal, takie zmowy to raczej umowy – nie miały wpływu na dochód z transakcji, poza tym były wymuszone sytuacją, bo przecież zainteresowanie lub jego brak ze strony okolicznych rolników były podstawą do wydania rozstrzygnięcia przetargu ograniczonego. Tu nie chodzi o zysk z transakcji, a tylko wtedy byłaby to naganna zmowa, wpływająca na dochód ANR. Tu chodzi o ziemię – a tej jest za mało w ofercie ANR, bo zajęły ją obce spółki.

A dlaczego właśnie teraz policja zajęła się sprawą?

- Od dłuższego już czasu ciągle jestem wzywany na jakieś przesłuchania. Już 16 stycznia dyrektor Oddziału Terenowego ANR złożył doniesienie do prokuratury o tym, że przetargi są ustawiane – mówi Jan Białkowski. – Jeden z rolników publicznie oświadczył, że dał łapówkę jednemu z urzędników ANR na jego żądanie. Jakoś dotąd policja nie zajęła się tym problemem, nikt nie został zaaresztowany. Teraz do sprawy włączyło się nawet CBŚ. Powinno to zrobić wtedy, kiedy mówiliśmy, że trzeba te sprawy uregulować ustawowo. Stanisław Kalemba, ówczesny minister, zaproponował prowizorkę, która trwa do dziś. Zaakceptowały ją izby rolnicze. Przecież to właśnie stało się powodem rozpadu wśród protestujących i rozejścia się dróg naszych i izb rolniczych. Wiele wyroków sądowych potwierdza, że oparcie się na pozaustawowych kryteriach przy rozstrzyganiu przetargów ograniczonych jest niezgodne z prawem i prowadziło do kwestionowania wyników tych przetargowych ustaleń.