Przypomnijmy: Ministerstwo Rolnictwa z rozbrajającą szczerością stwierdziło, że nie wie, jak były użytkowane działki należące do ANR, na których od 1999 roku wyrosło 1000 drzew. Za ich wycięcie od rolnika wydzierżawiającego działki wiosną tego roku zażądano 39 mln zł.

Więcej: Samosiewy na działce ANR do wycięcia za 39 mln zł? Niech rosną!

                 39 mln zł za zgodę na usunięcie samosiewów z działki wydzierżawionej od ANR 

„Jak rosną te drzewa i czy nie uniemożliwiają prowadzenia działalności rolniczej tam, gdzie ziemia jest do tego przeznaczona? I dlaczego Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi  (a tym samym ANR)  nie posiada informacji, w jaki sposób użytkowana była przedmiotowa nieruchomość przez pierwszego dzierżawcę od 1999 roku, dlaczego właściciel nie interesował się sposobem użytkowania ziemi przez bezumownego użytkownika i dlaczego wreszcie wydzierżawiono ziemię kolejnemu rolnikowi, nie wnikając w to, czy będzie mógł ją uprawiać bez uprzedniego wykarczowania i ile musi wydać, aby było to możliwe?  Jak to się stało, że właściciel nie wie, jak użytkowano jego ziemię od 1999 roku? Taka niewiedza już dziś została wyceniona na 39 mln. Kto i z czyjej kieszeni je zapłaci?

Wreszcie: czy ARiMR płaciła na tę ziemię dopłaty bezpośrednie?

Uprzejmie proszę o zainteresowanie się tematem” – taki list wysłaliśmy do Ministerstwa Rolnictwa.

Ale MRiRW skapitulowało: po dalsze wyjaśnienia odesłało do ANR i ARiMR.

Z odpowiedzi udzielonej przez Biuro Rzecznika Prasowego ANR - mocno wybiórczej i niewiele więcej wnoszącej niż poprzednia - wynika jasno jedno: nic się nie stało. Trudno zarzucić Agencji, że nie interesowała się nieruchomościami, trudno zarzucić Agencji błędy w gospodarowaniu tymi nieruchomościami – twierdzi rzecznik.

Oto cała odpowiedź:

„Działki, o których mowa to:

- Działka nr 195/1 o pow. 17,8800 ha: grunty orne o pow. 16,0300 ha, lasy o pow. 1,5500 ha i nieużytki o pow. 0,3000 ha.