Projekt współfinansowany ze środków Narodowego Banku Polskiego

Banki centralne, a takim jest NBP, nie prowadzą działalności typowej dla banków komercyjnych. Nie zbierają depozytów od ludzi, nie udzielają kredytów przedsiębiorcom i nie są nastawione na zysk. Dla banków prywatnych pełnią rolę bankiera, który monitoruje sytuację w całym systemie, a dla państwa – kontrolera, który weryfikuje podaż pieniądza na rynku i finansuje deficyt budżetowy. W tym kontekście niepokoić musi osłabienie przez rząd funkcji nadzorczej NBP nad Bankowym Funduszem Gwarancyjnym, który pilnuje naszych depozytów.

Poskramia apetyty

Banki komercyjne cechuje dążenie do maksymalizacji zysków. Mają tendencję do udzielania jak największej liczby kredytów, bo z ich oprocentowania otrzymują wysokie odsetki wpłacane w ratach przez pożyczkobiorców. O tym jak niebezpieczne może być udzielanie kredytów osobom nie gwarantującym ich spłaty, przekonujemy się od momentu wybuchu kryzysu finansowego. Poskromieniu nadmiernie rozbudzonych apetytów banków służy m. in. ustalana przez banki centralne stopa rezerwy obowiązkowej. To kwota obligatoryjnych wpłat jaką banki komercyjne, w celu zabezpieczenia własnej wypłacalności, muszą deponować do banków centralnych. W Polsce od października 2003 roku wynosi ona 3,5 proc. dla wszystkich rodzajów depozytów. Oznacza to, że bank komercyjny z każdego 1000 zł ulokowanego przez klientów ma obowiązek przekazać na depozyt w banku centralnym 35 zł, reszta może posłużyć na cele kredytowe.

Narodowy Bank Polski ma prawo podwyższać lub obniżać stopę rezerwy obowiązkowej zwiększając w ten sposób lub zmniejszając podaż pieniądza na rynku. Jeżeli stopa jest niska, banki mają do dyspozycji więcej środków, które mogą przeznaczyć na udzielanie kredytów. To z kolei prowadzi często do ożywienia gospodarki. Wyższa stopa rezerwy obowiązkowej powoduje, że banki chcąc ją sobie zrekompensować, podwyższają zwykle oprocentowanie kredytów, część ludzi rezygnuje z ich zaciągania, a więc podaż pieniądza ulega ograniczeniu.