Edward Kosmal, organizator protestów zachodniopomorskich rolników rozpoczętych w 2012 roku, przypomniał, że jednym z ówczesnych postulatów było wyeliminowanie bezumownych użytkowników ziemi.

- Wpadliśmy jako rolnicy we własne sidła, ponieważ w województwie zachodniopomorskim w 2011 r. było 12 tys. ha w bezumownym użytkowaniu - stwierdził. - Były dopłaty. Proceder wyglądał tak, że dzierżawca czy podmiot, a przede wszystkim były to spółki, zajeżdżały grunty. Po czterech miesiącach wydawały grunty i dostawały kasę z agencji. Płaciły czynsz dzierżawny za cztery miesiące, nawet pięciokrotny. Następnie, w nowym rozdaniu, tak samo było na tych samych gruntach. Trwało tak przez trzy-cztery lata.

I chociaż udało się ten proceder wyeliminować, to rykoszetem „dostali” w tej walce niekoniecznie ci, którzy najwięcej zarabiali na bezumownym użytkowaniu. Problem w tym, że wzywano do wydania ziemi wcale nie tych z wyrachowaniem i premedytacją stale „zajeżdżających grunty”, ale tych, którzy wprawdzie gospodarowali na ziemi agencyjnej bez umowy, ale przyznawali się do tego i tłumaczyli swoją sytuację także okolicznościami innymi, niż tylko chęć zysku. Wzywani do wydania ziemi starali się odsunąć wydanie gruntu do czasu zebrania plonu. Dziś – jako wzywani do wydania gruntu i nie wydający ziemi pomimo wezwania – nie mogą przystępować do przetargów ofertowych. Mogą to jednak robić ci bezumowni użytkownicy, którym udawało się uniknąć wzywania do wydania gruntów.

- Otóż wydano rozporządzenie mówiące, że jeżeli rolnik na wniosek agencji nie wydał gruntów, to będąc bezumownym użytkownikiem dzisiaj faktycznie nie może przystąpić do przetargu – tłumaczył Kosmal. - A co robiła agencja? Bezumowni użytkownicy byli bezumownymi z różnych względów, bo to są nieduże działki, czasem niezagospodarowane, o powierzchni dwóch-trzech hektarów. Agencja robiła w ten sposób, że wysyłała pisma do rolników; szczególnie do tych, którzy protestowali i walczyli w obronie polskiej ziemi. Dzisiaj ci rolnicy mają praktycznie zakaz brania udziału w przetargach ofertowych. Uważam, że przydałaby się tu decyzja o abolicji, bo ci, którzy byli bezumownymi użytkownikami, wydali grunty, ale nie mieli pisma. Rolnicy z reguły kierowali się tym, że faktycznie wydadzą grunty, bo pisali pisma, iż wydadzą grunty po zbiorze plonów.