Sytuacja na rynku owoców miękkich doprowadziła do blokady drogi krajowej nr 19 w miejscowości Kózki w woj. mazowieckim.  

Cena skupu czarnej porzeczki waha się w granicach 30-35 gr za kilogram, koszt produkcji wyceniany jest na 1,8 zł.

Podobna sytuacja była też przed rokiem – po protestach rząd zaproponował producentom rekompensaty. Czy to jest wyjście z sytuacji? Dziś protestujący z Kózek przyjechali z petycją do Kancelarii Premiera. Chcą odwołania ministra. Jak mówią- nic się nie zmieniło w porównaniu z ubiegłym rokiem. Ceny minimalne to jedyne wyjście z sytuacji. Inaczej zawsze będzie 30 gr za kg czarnej porzeczki w skupie. Tak jak przed rokiem, teraz też tyle oferuje się producentom.

- Nic się  nie zmieniło. Cały czas instytucje rządowe są wzywane do interwencjonizmu – mówi Sławomir Izdebski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych. A że instytucje rządowe twierdzą w odpowiedzi, że ustalenie cen minimalnych jest niemożliwe?

- Ja bym powiedział panu ministrowi Sawickiemu, czego się nie da, gdyby się zechciał ze mną spotkać – denerwuje się Izdebski.

- A zabiegał pan o takie spotkanie? – pytam.

- Oczywiście, przecież całą zimę prosiliśmy o takie spotkanie, ale kiedy dochodziło do spotkania, to spotykali się klakierzy PSL-owscy, którzy proponowali rolnikom np. dopłaty do budowy chlewni, w sytuacji, kiedy producenci trzody chlewnej padają. Jeśli mamy słuchać takich niedorzeczności, to nie ma o czym rozmawiać. Natomiast minister miał rok do tego, aby przygotować odpowiednie działania, aby zaprosić rolników na rozmowy.

- A co można byłoby ustalić?

- Ceny minimalne mogłyby być ustalone ustawowo. Np. w przypadku czarnej porzeczki. Przecież jesteśmy potentatem światowym w tej produkcji, jedynym producentem w Europie, który jest lokomotywą, ciągnącą ten rynek. Tak jest w każdej dziedzinie: jeśli w trzodzie chlewnej taką rolę mają Duńczycy czy Niemcy, to oni ustalają ceny. A my akurat dokładnie odwrotnie: jesteśmy potentatem, a nie dyktujemy ceny.