Nieprzygotowanie systemu informatycznego uniemożliwiło w tym roku podjęcie wypłaty dopłat bezpośrednich dla wszystkich rolników. Od 1 grudnia 2015 r. realizowane są płatności bezpośrednie tylko dla tych rolników, którzy ubiegają się o przyznanie tylko i wyłącznie: jednolitej płatności obszarowej (do 7 ha), płatności redystrybucyjnej, płatności na zazielenianie, płatności do krów, płatności do bydła płatność do kóz.

Jednocześnie, jak informuje ARiMR, rolnicy ci nie mogą podlegać dyscyplinie finansowej, czyli wysokość płatności nie może być większa niż równowartość kwoty 2 tys. euro, tj. 8 489,60 zł. Oprócz tego rolnicy nie mogą być wytypowani do kontroli na miejscu oraz nie mogą mieć pomniejszonych płatności np. z tytułu złożenia wniosku po terminie, złożenia zmian do wniosków, przedeklarowania powierzchni. Szacuje się, że ok. 30–35% rolników (ok. 450 tys. osób) spełnia powyższe warunki.

Ale i te płatności zaledwie „kapią”.

Na razie od 1 do 10 grudnia ARiMR przekazała na konta bankowe 3 tys. rolników 4,86 mln zł – podaje agencja. Jak z tego wynika, zaledwie około 300 szczęśliwców dziennie dostaje płatności. W tym tempie 450 tys. osób, którym agencja jest w stanie obecnie naliczyć należność, może czekać… 1500 dni.

Nawet naliczając płatność ręcznie, z pewnością można byłoby wysłać więcej.

Z tytułu zaliczek dopłat do rolników trafiło w tym roku 2,7 mld zł. To niewiele więcej, niż zwykle do końca roku agencja przekazywała w formie dopłat. Czy zatem nie jest tak, że zaliczki były zamiast dopłat?

 

 

 

 

Podobał się artykuł? Podziel się!