60 mln złotych może wystarczyć najwyżej na pół roku. Zainteresowanie kredytami preferencyjnymi jest duże, ponieważ rolnicy chcą modernizować swoje gospodarstwa i rozwijać produkcję. Wprawdzie korzystniejsze byłoby dofinansowanie ze środków unijnych, ale 60 % tych, którzy złożyli wnioski nie ma nie szans.

Nie wiadomo też, kiedy ruszą te działania PROW, na które rolnicy najbardziej czekają. Wielu wychodzi z założenia, że wsparcie z PROW, nawet jeśli zostanie przyznane, może być bardzo kłopotliwe do rozliczenia. Wystarczy, że się coś przeoczy, zagubi, że brakuje jakiejś pieczątki a całe dofinansowanie może przepaść. To spore ryzyko. Poza tym inwestycję taką należy najpierw sfinansować z własnych pieniędzy. A jeśli się ich nie ma, trzeba je gdzieś pożyczyć. Najczęściej w banku. A w takim przypadku możliwy jest tylko wysokooprocentowany kredyt komercyjny, a nie preferencyjny, ponieważ nie można korzystać z podwójnej pomocy publicznej na tę samą inwestycję.

Dlatego często wygodniej jest wziąć kredyt preferencyjny zamiast starać się o PROW. Ale banki nie mogą pomóc rolnikom, bo nie maja limitów na dopłaty do oprocentowania kredytów. Tworzą się więc długie listy oczekujących. Przyznane przez Sejm dofinansowanie wcale ich nie zlikwiduje, bo chętnych na kredyty przybywa.

Źródło: Agrobiznes