- To nie będzie tak, że po 2020 r. skończą się nam fundusze unijne, one zaczną stopniowo, szybciej albo wolniej, nam się kurczyć. Nic w Europie nie kończy się od razu, szybko, chyba żeby był jakiś wielki kataklizm. Dobrze, że my myślimy, że jest to nasza ostatnia perspektywa unijna, ale to oczywiście nie jest prawda - zaznaczył.

Podkreślił, że liczy na to, iż do 2020 r. zostanie zbudowana podstawowa sieć autostrad i dróg kolejowych, czyli to, co pochłania 40-60 proc. wszystkich środków unijnych.

- Będziemy potrzebowali znacznie mniejsze sumy dla tych przedsięwzięć, które są trudniejsze w realizacji, bardziej subtelne, a może mają ważniejsze, takie mnożnikowe efekty dla gospodarki. Na przykład już w tej perspektywie więcej pieniędzy ma być rozdysponowane nie formie grantów, a w formie pożyczek na bardzo dobrych warunkach, niekiedy mówi się nawet o nieoprocentowanych czy wręcz częściowo umarzalnych. Jeżeli pożycza się pieniądze, to szacunek dla tych pieniędzy jest o wiele większy - mówił Belka.

Prezes NBP zaznaczył, że w Polsce nie ma dobrze rozwiniętych instytucji pożyczkowych na szczeblu samorządowym, ale są takie inicjatywy i trzeba je wspierać.

Wskazał, że pieniądze unijne mogą pomóc w wspieraniu podejmowania ryzyka gospodarczego, gdyż "banki, nie tylko polskie, z wyjątkiem amerykańskich zapomniały, jak finansuje się nowozakładane firmy".