PRZEGLĄD PRASY: Komisja Europejska proponuje reformę wspólnej polityki rolnej, nazwaną okresowym badaniem lekarskim. Polska chciałaby zmian w projekcie przedstawionym przez komisarz Mariann Fischer Boel. Mówił o tym w Brukseli Marek Sawicki, który uczestniczył w radzie unijnych ministrów rolnictwa – pisze Anna Słojewska.

Jednym z elementów reformy ma być zwiększenie minimalnego obszaru gospodarstwa, od którego przysługują dopłaty. Komisja uznała, że obowiązuje obecnie 0,3 hektara to zbyt mało. Polska, gdzie istnieje wiele drobnych gospodarstw, chciałaby prawa do ich dotowania.

Prawdopodobnie Komisja zgodzi się więc na modyfikację. O podwyższeniu pułapu będą decydowały indywidualnie państwa członkowskie. Tam, gdzie drobnych rolników jest mało i koszty administracyjne rozdzielania subwencji mogą przewyższać ich wartość, pułap zostałby podniesiony. Ale w przypadku Polski czy Rumunii, Grecji, Włoch - minimum pozostałoby bez zmian.

Kolejnym podnoszonym przez Polskę problemem jest spłaszczanie subwencji. Tendencją w reformowaniu wspólnej polityki rolnej jest odchodzenie od związku z wielkością upraw. Docelowo wszystkie subwencje mają być rozdzielane na hektar. Rolnikom ma się płacić nie za uprawiane zboża, ale za ich wkład w utrzymywanie środowiska naturalnego. Skoro tak - argumentują polscy dyplomaci - powinno się całkowicie zerwać związki z historycznym poziomem dopłat. I w całej UE powinny obowiązywać spłaszczone dopłaty. To wizja inna od przedstawionej przez Komisję Europejską. Zdaniem Brukseli spłaszczać dopłaty można w skali kraju czy regionu, ale nie całej UE.

Unijna rada nie podjęła wczoraj decyzji o dopuszczeniu na unijny rynek genetycznie modyfikowanej kukurydzy i ziemniaków. Przeciw była m.in. Polska. Zgodnie ze wspólnotowymi procedurami sprawa trafi ponownie do Komisji Europejskiej, która prawdopodobnie zalegalizuje kontrowersyjne uprawy.

Źródło: Rzeczpospolita