Zaproponowano „redystrybucję płatności”, która miałaby wynosić „jedną trzecią różnicy pomiędzy obecnym poziomem, a 90 proc. średniej UE”. Oznacza to, że państwa mające dopłaty bezpośrednie wynoszące mniej niż 239 euro na hektar mogłyby liczyć na stopniowy wzrost, do osiągnięcia 266 euro, czyli obecnej średniej unijnej. Z kolei te kraje, które przekraczają średnią, otrzymywałyby na dopłaty coraz mniej. Obecne dopłaty w Polsce to 215 euro. W 2014 roku na dopłaty mielibyśmy 3 mld 39 mln euro, a w 2018 - 3 mld 122 mln – wyliczył Jerzy Plewa. Późniejsza wysokość dopłat jest niewiadoma, zaproponowano kryteria redystrybucji, a nie konkretne kwoty dopłat. Szacuje się, że w 2018 roku średnia dopłata będzie kilka euro wyższa niż obecnie. Być może do zrównania dopłat mogłoby dojść około 2028 roku. Zapytany o przyczyny utrzymania tych różnic w wysokości dopłat Plewa zapewnia, że propozycja „to wynik pragmatycznego podejścia, które ogranicza transfery między państwami” i pokazuje zestawienie obrazujące, jak duży jest udział środków unijnych w naszym budżecie krajowym w porównaniu z PKB.

Jeśli wziąć pod uwagę zmianę w systemie finansowania zaproponowaną między filarami – dopłaty dla młodych rolników i proekologiczna  miałyby być w I filarze i pochłaniać 32 proc. koperty finansowej przeznaczanej na dane państwo – rolnicy z „nowych” państw unijnych stracą jeszcze więcej.

Zobacz założenia Wspólnej Polityki Rolnej po 2013 roku