Przedstawiciele tej organizacji spotkali się niedawno w tej sprawie z ministrem rolnictwa Stanisławem Kalembą i według Żabińskiego jest szansa na uzyskanie wsparcia w hodowli tych zwierząt.

Jak tłumaczył prezes, Związek stara się o to, by z unijnych pieniędzy można było dopłacać do utrzymania matek danieli i jeleni, tak jak obecnie jest to w przypadku krów, kóz czy owiec. Jego zdaniem jest to możliwe, gdyż są to także zwierzęta hodowlane nadzorowane przez powiatowych lekarzy weterynarii.

Daniele i jelenie mogą być alternatywą dla chowu bydła, gdyż ich hodowla wymaga mniejszego nakładu pracy. Można je praktycznie trzymać pod gołym niebem, na ogrodzonym polu. Nie jest potrzebna obora, wystarczy, że w zimie zwierzęta mogą schować się pod zadaszoną wiatę. Same znajdują sobie pożywienie, a dokarmiać je trzeba tylko zimą. W pozostałych porach roku jedzą to, co znajdą na polu, a więc wszelkiego rodzaju zioła i np. rośliny, których nie chcą jeść krowy czy owce (pokrzywę czy oset) - tłumaczy hodowca danieli z Lubczy (woj. małopolskie) Paweł Augustyn.

Jego zdaniem chów jest opłacalny już przy hodowli 20 matek danieli. Można wtedy średnio zarobić 12 tys. zł rocznie. Gdyby Unia dopłaciła do hodowli, byłaby ona jeszcze bardziej opłacalna.

Jak podkreślają hodowcy, chów danieli prowadzony jest bez nawożenia mineralnego, bez herbicydów i pestycydów. Jest więc przyjazny środowisku, a zatem mięso tych zwierząt ma wysokie walory ekologiczne i smakowe. W większości trafia na eksport.

W Polskim Związku Hodowców Jeleniowatych zrzeszonych jest 120 hodowców, którzy mają ok. 30 tys. matek danieli; matek jeleni jest ok. 5,5 tys. - poinformował Żabiński i dodał, że zainteresowanie tą produkcją jest coraz większe.

Podobał się artykuł? Podziel się!