- Są podjęte decyzje, co do „zdejmowania" w tej strefie nadwyżki tuczników, które są gotowe do sprzedaży. Są zabezpieczone na to środki finansowe, uzgodnione między ministrem gospodarki i ministrem finansów - powiedział Kalemba dzisiaj na konferencji prasowej w Państwowym Instytucie Weterynaryjnym w Puławach.

Nie chciał ujawniać szczegółów. Potwierdził, że skup ma ruszyć w przyszłym tygodniu. - Oczywiście muszą być firmy, które się podejmą tego działania. Państwo nie ma państwowych zakładów na przetwórstwo i składowanie (tego mięsa-PAP) i muszą być podpisane umowy z zakładami - dodał.

Wicemarszałek województwa lubelskiego Sławomir Sosnowski powiedział, że obostrzenia związane z ASF bardzo dotknęły hodowców z terenu strefy buforowej, w której jeszcze do środy obowiązywał zakaz wywozu świń poza strefę i rolnicy praktycznie nie mogli sprzedawać żywca.

- Zaniepokojenie jest wielkie. Dochodzi do tego, że zagęszczenie które powstaje w tuczarniach, w budynkach z trzodą chlewnej, dzisiaj przekracza normy, zasady dobrostanu, których hodowcy muszą przestrzegać. W samej gminie Biała Podlaska do wczoraj było "spiętrzenie" ponad pięciu tysięcy tuczników, które czekają na odbiór - powiedział Sosnowski.

Kierownik Zakładu Chorób Świń Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach prof. Zygmunt Pejsak powiedział, że dotychczas "nie ma żadnych dowodów na to, by wirus afrykańskiego pomoru świń krążył w populacji naszych dzików czy świń".

Prof. Pejsak dodał, że od momentu wykrycia ASF u dwóch padłych dzików w Podlaskiem, w pobliżu granicy z Białorusią, w puławskim instytucie przebadano ok. dwóch tysięcy próbek od dzików i świń domowych i wszystkie są ujemne. - Sytuacja jest bardziej korzystna niż to przypuszczaliśmy po znalezieniu chorego dzika - zaznaczył.

Jak dodał, badanie próbek od chorych dzików wykazało obecność wirusa, ale nie stwierdzono obecności przeciwciał. - To oznacza, że ten dzik żył po zakażeniu nie dłużej niż 10-12 dni. Czyli wirus jest bardzo zjadliwy, ale też oznacza to, że zwierzęta zakażone nie mogą się przemieszczać na duże odległości - powiedział.

Prof. Pejsak podkreślił, że dziki są najważniejszym, ale nie jedynym pośrednikiem w przenoszeniu wirusa. Zagrożenie stanowi też mięso zakażone wirusem np. wędliny. - Ten wirus może być do Polski przywleczony w różny sposób - zaznaczył.