Wprowadzenie tzw. płatności paszowych lub zwierzęcych to największa zmiana w systemie dopłat bezpośrednich od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Resort rolnictwa chciał, aby dodatkowych płatności pozbawić tzw. rolników z Marszałkowskiej. Chodziło o osoby, które mają ziemię rolniczą, ale jej nie uprawiają, a mimo to otrzymują takie same unijne dotacje jak prawdziwi rolnicy. Wprowadzono więc zasadę, że dodatkowe płatności należą się tylko właścicielom trwałych użytków zielonych oraz zwierząt gospodarskich. Ma to promować ich produkcję.

Dlatego dodatkowe płatności będą już w tym roku wypłacane tylko właścicielom krów, owiec, kóz oraz koni. Do tego momentu opozycja nie ma większych zastrzeżeń do nowych przepisów. Ale diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach.
- Produkcja zwierzęca jest mało opłacalna, a wydatki na te użytki zielone poprzez nawozy, wielokrotne koszenie – to są nakłady – podkreśla minister rolnictwa Andrzej Lepper.
Rząd uznał, że zwierzęta powinny być w gospodarstwie już w czasie tzw. okresu referencyjnego, czyli w latach 2005-2006. Wtedy nikt nie wiedział o zmianach i nie martwił się o obsadę zwierząt. Zdaniem opozycji to nie dopuszczalne stawianie rolników przez faktem dokonanym.

Marek Sawicki – poseł PSL : Idea słuszna, żeby płatności otrzymywali ci, którzy faktycznie pracują i użytkują grunty orne i użytki zielone, ale niestety tym rozporządzeniem nie będzie ona spełniona, bo każdy kto będzie się ubiegał o płatności sprzed tego rozporządzenia, w sądzie wygra.
Resort rolnictwa protestuje przeciwko takiemu stawianiu sprawy. Twierdzi, że jakiś okres referencyjny musiał być ustanowiony i musiał się odnosić do czasu przeszłego.

Jak się zachowają rolnicy? Tego nie wiadomo. Akcja składania wniosków o dopłaty bezpośrednie już rozpoczęta. Ale jak na razie niewiele osób złożyło odpowiednie dokumenty.

Źródło: Agrobiznes