Jak zastrzegł w rozmowie europoseł PiS Janusz Wojciechowski, warunkiem wzrostu środków na dopłaty dla polskich rolników jest zapewnienie w nowym budżecie UE finansowania całej polityki rolnej przynajmniej na dotychczasowym poziomie.

W komisji rolnictwa PE rozpoczęły się wczoraj głosowania około 8 tys. poprawek do przedstawionych przez Komisję Europejską planów reformy Wspólnej Polityki Rolnej, w tym dotyczących stopniowego wyrównywania poziomów dopłat bezpośrednich dla rolników. Dopłaty te różnią się w poszczególnych krajach.

Przyjęto m.in. poprawkę oznaczającą nieznaczne - ale szybsze, niż proponowała KE - złagodzenie tych różnic. - Trochę oddadzą kraje, które miały największe dopłaty, np. Niemcy, Holandia i Dania, a nieco zyskają te, gdzie dopłaty są najniższe, np. państwa bałtyckie - tłumaczył Wojciechowski.

Dodał, że w 2013 r. Polska otrzyma 3,043 mld euro na roczne dopłaty. KE proponowała w swoim projekcie zwiększenie tej kwoty do 3,121 mld euro pod koniec reformy WPR, przewidzianej na lata 2014-2020, zaś poprawka przyjęta wczoraj przez komisję rolną PE może oznaczać zwiększenie środków dla Polski o kolejne 67 mln euro - do 3,188 mld euro.

Podczas głosowania nie przeszła natomiast poprawka zgłoszona przez frakcję Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (do której należą polscy europosłowie z PiS i PJN), która zakłada, że od 2014 r. dopłaty byłyby przyznawane według jednolitej stawki na hektar ziemi; oznaczałoby to pełne wyrównanie poziomu dopłat bezpośrednich, które obecnie są różne w starych i nowych państwach Unii. Za poprawką głosowało 11 członków komisji PE - z czego połowa to Polacy, a 30 było przeciw. - Spróbujemy powtórzyć tę poprawkę na posiedzeniu plenarnym PE - zapowiedział Wojciechowski, przyznając, że raczej nie ma szans na jej przyjęcie.

Komisja rolnictwa przyjęła z kolei poprawkę do budzącej kontrowersje propozycji uzależnienia części dopłat bezpośrednich od tzw. zazieleniania gruntów, czyli spełniania celów ekologicznych przez rolników.

Jednak - jak uspokaja eurodeputowany Jarosław Kalinowski (PSL) - "w przypadku Polski zazielenianie nie jest groźnie, co wynika ze specyfiki polskiego rolnictwa". Jego zdaniem problemem nie będzie wymóg dywersyfikacji upraw rolnych, bo ma nie dotyczyć gospodarstw poniżej 10 ha, a gospodarstwa między 10 a 30 ha będą zobowiązane tylko do prowadzenia dwóch upraw, dopiero powyżej 30 ha - do trzech.