Inspektorzy sprawdzają, czy to co rolnik napisał we wniosku jest zgodne z prawdą. Potem do akcji wkraczają pracownicy Agencji Restrukturyzacji. Ale ostatnie słowo zawsze należy do Komisji Europejskiej.

To już druga kontrola, w tym roku przeprowadzana w gospodarstwie Grzegorza Kędziorka z Nowych Kościelisk. Rolnik nie ma jednak żadnych obaw. Podobną wizytę miał także rok temu. - Nie ma się czego bać, jak rolnik wypełnił swoje obowiązki, to nie ma powodu się bać kontroli żadnej – twierdzi Pan Grzegorz

Pierwszą kontrolę przeprowadzali tak zwani wykonawcy zewnętrzni. Dominik Ciechecki, ARiMR: - Rolnicy dziwią się, że jest u nich druga kontrola, ale po wyjaśnieniu, że już nie sprawdzamy rolnika, tylko sprawdzamy jakość pracy wykonawcy przyjmują do wiadomości i udostępniają gospodarstwo do kontroli.

Zakres kontroli obejmuje pomiar działek rolnych oraz stwierdzenie, czy są na nich grupy roślin uprawnione do wypłaty dotacji podstawowych, zwierzęcych, energetycznych oraz cukrowych.

Powierzchnia zadeklarowana przez rolnika we wniosku zgadza się z tym, co jest w rzeczywistości. Zdaniem pana Grzegorza o innym wyniku nie mogło być mowy.

Kontrola przeprowadzana przez pracowników Agencji Restrukturyzacji nie musi być ostatnia. Dominik Ciechecki, ARiMR: - Kontrola Agencji to tylko kontrola wykonawcy, czyli najmniej ważny element. Najważniejsza jest kontrola wykonawcy, bo tą kontrolę kontrolują potem służby Komisji Europejskiej. Takich kontroli można się spodziewać.

Kontrolom podlegają nie tylko płatności obszarowe, ale także wszystkie programy pomocowe. Co roku sprawdzanych jest 5 proc. gospodarstw.

Źródło: Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!