Zdaniem posłów, nic nie usprawiedliwia zgody na zmniejszenie dopłat bezpośrednich. Poseł Wojciech Mojzesowicz (PJN) mówił, że nie można usprawiedliwiać niższych dopłat niższymi kosztami produkcji w Polsce:

- Kiedy w 2004 r. przyznano nam płatności i zgodziliśmy się na nie, minister rolnictwa, pan Jarosław Kalinowski, mógł nie przewidzieć, że koszty produkcji w Polsce wzrosną w bardzo szybkim tempie i będą takie same, jak w starych państwach UE. Ja go po części usprawiedliwiam, bo wszystkim nam się wtedy wydawało, że będzie to trwało 8-10 lat. Okazało się, że koszty produkcji w polskim rolnictwie zrównały się z kosztami produkcji w państwach starej Unii w ciągu trzech lat. To spowodowało, że na rynkach europejskich my, jako producenci rolni, jesteśmy w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Dlaczego jednak dzisiaj pan minister godzi się, żeby było tak samo po 2014 roku? Przedtem pewne zjawiska gospodarcze dopiero poznawaliśmy i nasze decyzje można było niejako usprawiedliwiać brakiem wiedzy. Ale żeby dzisiaj, po tych fatalnych doświadczeniach z dopłatami obszarowymi, godzić się na to samo? To już jest recydywa i nic nikogo nie usprawiedliwia. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że francuscy, angielscy, niemieccy rolnicy prowadzą podobną produkcję, jak u nas i jeżeli będą otrzymywać większą dopłatę, to my musimy przegrywać. I przegramy. Pan minister przystępując do obecnych negocjacji miał już pełne informacje, że koszty produkcji w Polsce i w państwach starej Unii się zrównały. A mimo to zgodził się na nierówne dopłaty.

Podobał się artykuł? Podziel się!