- Przewidywaliśmy dla producentów owoców i warzyw finansowanie od 30 do 50 mln euro rocznie. Polacy jak zwykle pokazali swój spryt i zapobiegliwość i wystawili nam rachunki sięgające w zeszłym roku prawie 190 mln euro, co z ochotą podpisałem, wiedząc, że to jest pieniądz inwestycyjny. W tym roku będzie jeszcze więcej i dojdziemy do 250-300 mln, ale budżet nie jest z gumy - powiedział w środę dziennikarzom w Brukseli Lewandowski.

Zaznaczył, że program miał pomóc rolnikom w nowych krajach UE w zorganizowaniu się, by nadrobić zaległości względem krajów starej UE, gdzie zrzeszenia producentów działają od lat. - Program w założeniu był przejściowy i jego finansowanie spada po 2013 roku, jeżeli by nie spadało - trzeba by było ciąć dopłaty bezpośrednie. Sądzę, że Polacy i tak "rozbili bank"; 90 proc. rachunków na grupy producenckie przychodzi z Polski - podkreślił.

Pytany, czy nie sprzeciwi się temu minister rolnictwa, odparł, że każdy ma prawo do sprzeciwu, ale "wtedy trzeba by pokazać źródło pochodzenia pieniędzy". Jego zdaniem, gdyby polscy rolnicy mieli wybierać między funduszami na grupy producenckie a dopłatami bezpośrednimi - wybraliby dopłaty.

W 2007 r. Bruksela przewidywała wsparcie powstawania grup producentów warzyw i owoców na 5 lat. Pieniądze przeznaczono dla 12 krajów, gdzie producenci są najmniej zorganizowani, m.in. Polski. KE szacowała, że łączne roczne wypłaty wyniosą 30-40 mln euro, tymczasem w 2010 roku wyniosły one 115 mln euro, w 2011 - 195 mln euro (z czego 175 mln euro dla polskich grup), a prognozy na 2012 rok mówią o 300 mln euro. Na początku kwietnia komitet zarządzający programem pod przewodnictwem KE zdecydował o ograniczeniu rocznego budżetu programu do 10 mln euro i bardziej restrykcyjnych zasadach przyznawania środków.

Podobał się artykuł? Podziel się!