25 tys. ton mięsa to 1250 tirów. Tyle w ostatnim czasie eksportowaliśmy przez cały rok. Teraz mamy szansę wysłać taką ilość przez miesiąc i to tylko do jednego kraju. To duża szansa, ale także spory kłopot. Po pierwsze dlatego, że możemy nie sprostać takiemu zapotrzebowaniu. Po drugie prawie na pewno eksport tak dużej ilości mięsa spowoduje wzrost cen.

Witold Choiński, Izba Gospodarcza „Polskie Mięso”: - na pewno wpłynie to na wzrost cen skupu, no i jednocześnie jeśli wzrosną ceny skupu, będą musiały wzrosnąć ceny eksportowe i tutaj jest znak zapytania.

Znak zapytania, czy Ukraińcy będą nadal zainteresowani kupnem drogiego polskiego mięsa. Na razie są i to bardzo, bo towaru jest mało i jest bardzo drogi. Ukraińscy przedsiębiorcy nie czekając na formalne ustanowienie bezcłowych kontyngentów przez swój rząd już rozpoczęli import.

Leszek Kawski, KRD: j- uż pierwsze transportery mięsa drobiowego w tamtą stronę pojechały. Firmy ukraińskie same bezpośrednio zgłaszają się do firm, które mają uprawnienia na eksport. Nawiązują rozmowy, kontrakty, no i ten drób zaczyna jechać.

Problemem jest też liczba firm, które mają ukraińską licencję eksportową. Na razie jest ich tylko 35. W Polsce przebywa właśnie grupa ukraińskich inspektorów, którzy kontrolują nasze zakłady mięsne.

Ewa Lech, główny inspektor weterynarii: - będziemy rozmawiać z Ukraińcami, ze służbami ukraińskimi, na temat możliwości dopuszczenia na ich rynek zakładów, które mają uprawnienia unijne.

W wysyłce na Wschód mogłyby pomóc unijne dopłaty do eksportu wieprzowiny. Ale Komisja Europejska chce je podobno jutro zlikwidować

Witold Choiński, Izba Gospodarcza „Polskie Mięso”: - jeśli te dopłaty zostaną zlikwidowane, z pewnością można oczekiwać, że ten eksport zostanie ograniczony.

Ewentualny brak unijnych subwencji eksportowych oraz niekorzystny kurs euro i dolara do złotego może uczynić eksport na Ukrainę nieopłacalnym. A wtedy nasz kontyngent przejmą firmy z Europy Zachodniej.

Źródło: Witold Katner/Agrobiznes