Romuald Ajchler stwierdził, że zainteresowanie rolników uprawą roślin motylkowych jest niewielkie i nie będzie rosło, jeśli uprawy nie będą opłacalne.

- Otóż wtedy, kiedy zaczynaliśmy program uprawy roślin motylkowych, w Polsce uprawiano około 100 tys. ha roślin motylkowych grubo- i drobnoziarnistych. Po wprowadzeniu programów uzysk tego jest na poziomie 94 tys. ha. Więc możemy łatwo sobie policzyć, ile zyskaliśmy poprzez wprowadzenie programu. I kiedy żeśmy go wprowadzili, bo realizacja tego programu już trochę trwa… Więc jeżeli tu nie będzie znaczącego zainteresowania finansowego rolników – bo nasiona, szczególnie roślin gruboziarnistych, są bardzo drogie i ryzyko tym bardziej występuje – to wtedy to przekonywanie rolników będzie szło bardzo opornie. Ale sądzę, że po zrozumieniu tego przez resort a to tylko od resortu zależy, czy i jakie będzie wsparcie – będzie zainteresowanie. Oczywiście, wiemy, że to jest kosztem naszej wspólnej koperty. No, z czegoś trzeba zrezygnować, żeby realizować własne programy i własne priorytety.

Jak wyliczał poseł, wsparcie powinno doprowadzić do zwielokrotnienia areału obsiewanego motylkowymi:

- Ale jeżeli docelowo powinno się w Polsce uprawiać około 400 tys., a niektórzy mówią, że 500 tys. ha – no, to spójrzmy, na jakim jesteśmy etapie. Odliczając to, co do tej pory było z natury rzeczy przez rolników uprawiane – no, to mamy tylko 94 tys. ha uzyskane. Brakuje 300 tys. Brakuje 300 tys. ha, aby w miarę zbilansować bilans białkowy – przy tych stanach inwentarza, jakie w chwili obecnej mamy – twierdził Ajchler i podkreślał, że tylko ekonomicznie można uzyskać zmianę w tym zakresie: - Kiedyś był rozkaz i trzeba było to robić, szczególnie w PGR-ach – czy komuś to odpowiadało, czy nie. Dzisiaj może być taki rozkaz, ale tylko ekonomiczny. Do tego musi się rolnik przekonać, że to mu się opłaci – i wtedy z pewnością z realizacją programu uprawy roślin motylkowych, przeznaczonych na białko, nie będzie problemu.