- Z ogólnej liczby ponad 27,5 tys. złożonych wniosków, 25 tys. zakończyło się już wydaniem decyzji. Na kontach rolników jest już ok. 250 mln zł - prawie połowa ogólnej sumy wypłat - zaznaczył Kowalczyk.

Dodał, że Agencja ma czas na wypłatę pieniędzy z tytułu dopłat bezpośrednich do 30 czerwca br. W tej chwili na Opolszczyźnie zrealizowane jest już ok. 70 proc. wszystkich złożonych wniosków i ci rolnicy otrzymali już pieniądze. - Osiągnięcie prawie połowy ogólnej sumy wypłat na początku roku to niezły wynik - ocenił Kowalczyk.

Podkreślił, że najszybciej pieniądze dostają ci rolnicy, których wniosek nie zawierał błędów, szybko przeszedł weryfikację zakończoną wydaniem decyzji obszarowej, i nie został skierowany do kontroli na miejscu.

W ocenie Kowalczyka najbardziej wydłużają procedurę te wnioski, które są wytypowane do kontroli na miejscu, i kontroli norm, która wymaga odwiedzenia wnioskodawcy przez pracowników Agencji. Typowanie rolników do kontroli odbywa się w Warszawie, po analizie ryzyka, na które mają wpływ m.in. błędy, jakie rolnik popełniał wcześniej.

- Takie kontrole sprawdzają przede wszystkim powierzchnię zgłoszoną do płatności, rodzaj użytkowania i przestrzeganie całego szeregu norm gospodarowania. Jeśli są one przestrzegane, to rolnik dostaje całą płatność, jeśli nie, to jest ona pomniejszana o odpowiedni procent - wyjaśnił.

Kowalczyk zaznaczył, że - niezależnie od ew. kontroli na miejscu - dłużej trwa załatwienie wniosków dużych użytkowników. - Wszystkie wnioski podlegają kontroli administracyjnej, jest to obowiązek unijny. Jeśli we wniosku jest kilka tysięcy działek, to na pewno siłą rzeczy trwa to trochę dłużej - powiedział.

Według danych opolskiego oddziału ARiMR, błędy popełniane we wnioskach o dopłaty bezpośrednie zdarzają się coraz rzadziej, ale zdarzają się tacy rolnicy, którzy od lat robią ten sam błąd.

- Zdarzają się wnioskodawcy, którzy od lat popełniają te same błędy - na przykład zgłaszają działkę, której nie użytkują. Mechanizm przyznawania dopłat jest taki, że są one należne dla użytkownika, a nie posiadacza gruntu. Dopłaty przyznajemy tym, którzy rzeczywiście użytkują, i rzeczywiście ponoszą koszty użytkowania - tłumaczył Kowalczyk.

Podobał się artykuł? Podziel się!