O opinię poprosiliśmy prof. dr. hab. Andrzeja Czyżewskiego, kierownika Katedry Makroekonomii i Gospodarki Żywnościowej z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

- Od lat 60. Unia robi to samo, choć nie tak samo. Zwraca nadwyżkę ekonomiczną rolnikom, która ucieka od producenta do przetwórcy i konsumenta. Musi ona wrócić do rolników, gdyż w przeciwnym razie wystąpią dysproporcje strukturalne w rozwoju rolnictwa. Zwraca się ją rolnikowi  w różny sposób m.in. płacąc za efekty proekologiczne.

Następuje  poprawa pozycji rolnika w łańcuchu żywnościowym. Będzie większa skuteczność płatności, uproszczenie ram i kontroli.

Oceniam WPR od wielu lat. Przedstawiona propozycja mieści się w linii wznoszącego trendu. Nie oczekiwałem rewelacji, a jest nawet lepiej, niż myślałem, bo nie spodziewałem się, że uda się doprowadzić do większej elastyczności między filarami płatności. Najważniejsze, aby pieniądze wracały do rolnika, gdyż ze względu na niemobilność czynnika  ziemi, one wcześniej  od niego „odpłynęły”.

Wiem, że nie jesteśmy w Unii sami, interesy innych trzeba szanować. Większość państw nie miałaby dochodów netto, gdyby nie dopłaty.  A czy my mamy z dopłat korzyści? Oczywiście jesteśmy beneficjentami netto w przepływach finansowych z Unią Europejską. Mamy też wciąż niższe od innych koszty produkcji a dopłaty stanowią w Polsce około 53% dochodów gospodarstw rolnych. To nie jest najgorsza pozycja do dalszych negocjacji w sprawie WPR do 2020 r. Podobał się artykuł? Podziel się!