Na żadne odszkodowania nie mogą liczyć ci, którzy nielegalnie wypływali w morze. Rząd wciąż zastanawia się nad sposobem ukarania łamiących prawo rybaków.

We wrześniu Komisja Europejska zakazała Polsce kontynuowania połowów dorszy na Bałtyku. Podstawą takiej decyzji były wyliczenia unijnych urzędników o kilkukrotnym przekroczeniu dozwolonych limitów połowowych. Zakaz Brukseli podzielił środowiska rybackie.

Część armatorów zapowiedziała wówczas, że wbrew wytycznym nie zrezygnuje z połowów, uznając argument o przełowieniu za niezgodny z prawdą. Zdecydowana większość rybaków zakaz jednak respektowała, dlatego teraz liczy na obiecane, jeszcze w tamtym roku rekompensaty.

Andrzej Gościniak,, Stowarzyszenie Armatorów Łodziowych: - my nie możemy tyle czekać. W tym roku w styczniu było beznadziejnie, w lutym żadna łódka nie wypłynęła w morze. Sytuacja jest katastroficzna.

O rekompensaty mogą się ubiegać wyłącznie ci, którzy w odpowiednim wniosku, wykażą, że z powodu stosowania się do unijnego zakazu połowów dorszy ponieśli straty.

Kazimierz Plocke, wiceminister rolnictwa: - do 15 kwietnia rybacy będą mogli składać odpowiednie wnioski do ARiMR i będą po tym terminie otrzymywać stosowne dopłaty. One są od kilkunastu do kilkudziesięciu tys. zł. W zależności od wielkości jednostki.

Na tym kończy się spór z Brukselą o zakaz połowów dorszy. Poprzedni rząd zaskarżył unijną decyzję do Trybunału Sprawiedliwości. Komisja Europejska z kolei wszczęła postępowanie przeciw Polsce za jego łamanie.

Wiadomo już, że nasz kraj wycofa skargę a Komisja wniosek. Jednak ubiegłoroczne przekroczenie limitów trzeba będzie zwrócić. Polskim rybakom w wciągu najbliższych czterech lat, z limitu połowowego zabranych zostanie łącznie 8 tys. ton dorszy.

Źródło: Radosław Bełkot/Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!