Produkcja rolna na tysiącach hektarów została całkowicie wstrzymana, bądź znacznie ograniczona. Zniszczone przez wodę sady, chmielniki, uprawy polowe nie przyniosły dochodu. Przywrócenie ich do kultury rolnej potrwa jeszcze kilka lat, podobnie jak remonty i odbudowa zagród. Na wszystko potrzebne są pieniądze, a tych rolnicy dotknięci żywiołem nie mają.

15 marca mija kolejny – już trzeci, termin składania wniosków na pomoc z programu "Przywracanie potencjału produkcji rolnej zniszczonego w wyniku wystąpienia klęsk żywiołowych oraz wprowadzenie odpowiednich działań zapobiegawczych". Może się wydawać, ze jest o co się starać, bo rolnik może otrzymać maksymalnie 300 tysięcy złotych, a w zniszczonych gospodarstwach – z tym zgadzają się wszyscy, przyda się każda złotówka. Tymczasem chociaż pieniędzy do wykorzystania jest jeszcze sporo, przed biurami Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa nie ma tłoku.

Wiele wskazuje na to, że i tym razem nie wszystkie pieniądze zostaną wykorzystane. Gdzie leży przyczyna tego stanu? Czy warunki jakie należy spełnić by skorzystać z pomocy nie są zbyt wyśrubowane? Zapraszamy do dyskusji.