We wtorkowej konferencji prasowej w Sejmie wzięli udział posłowie: Marek Suski, Zbigniew Kuźmiuk i Dariusz Bąk oraz delegacja z regionu radomskiego, z terenów poszkodowanych gradobiciem.

Na konferencji podkreślano, że zniszczeniu uległo wiele hektarów upraw, m.in. kilkuletnich sadów. Według nich szacowane straty w samej gminie Jedlińsk to 3 mln zł. Zniszczonych zostało w niej 70 proc. upraw. Podobne straty są w innych gminach dotkniętych żywiołem.

- To ogromne szkody. Trzeba powiedzieć z przykrością, że rząd nie staje na wysokości zadania. Wojewoda mazowiecki powiedział, że rolnicy powinni radzić sobie sami. Władza unika pomocy poszkodowanym - powiedział Suski.

- Rolnikom nie zostało nic. Jest pilna prośba do Ministerstwa Rolnictwa o wsparcie w kwocie 5-6 tysięcy złotych dla każdego gospodarstwa poprzez opiekę społeczną przy urzędach gmin. Wnosimy o przyznanie przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa programu o odnowienie produkcji sadowniczej. Chcemy, żeby plantacje truskawek były uznane jako produkcja wieloletnia - mówił wójt gminy Magnuszew Henryk Plak.

We wtorek rzeczniczka prasowa wojewody mazowieckiego Ivetta Biały przesłała oświadczenie dot. pomocy poszkodowanym. "Spływają do nas sprzeczne dane dotyczące szkód po burzy 20 maja, dlatego czekamy na rzetelne wnioski gmin. Do poniedziałku 27 maja żaden nie wpłynął. W tego typu sytuacjach w pierwszej kolejności to gmina jest odpowiedzialna za pomoc swoim mieszkańcom, jeśli jej możliwości są niewystarczające, wówczas ewentualnie uruchamiana jest pomoc rządowa" - napisała.

- Wygląda na to, że w zakresie pomocy socjalnej gminy powinny sobie poradzić same. Rozważamy natomiast możliwość pomocy ze środków wojewody dla osób, których budynki są najbardziej zniszczone. Tu potrzebne będą opinie nadzoru budowlanego wykonane po zdarzeniu (podobnie jak przy powodziach i nawałnicach). Chodzi o najbardziej poszkodowane budynki mieszkalne, bo burza czy nawałnica nie może być okazją do obowiązkowej przecież wymiany dachu z eternitu na inny za pieniądze rządowe - dodała Biały.

Wicewojewoda mazowiecki Dariusz Piątek wyjaśniał we wtorek w Radomiu, dlaczego władze wojewódzkie nie wypłacają od razu zasiłków osobom poszkodowanym przez nawałnicę. - Musimy sobie powiedzieć, z jakiego rodzaju zdarzeniem mieliśmy do czynienia. To nie była powódź, to nie były huragany, które zmusiły ludzi do opuszczenia domów, czy też ludzie stracili dorobek swojego życia. Tam po prostu przeszło gradobicie, więc ten element pomocy niejako z automatu musieliśmy wykluczyć - zaznaczył Piątek.