Chodzi o pieniądze z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich - jeszcze starej edycji, z lat 2004-2006, oraz nowego "Programu Rolnośrodowiskowego" z PROW na lata 2007-2013, który jest wdrażany od 2008 roku. Trafią one do 7,7 tys. wnioskodawców. Za 2010 rok około 8 tys. rolników złożyło wnioski na sumę 76,8 mln zł. Za ten rok jest ich trochę mniej niż za rok 2010, bo niektórym rolnikom kończył się pięcioletni okres składanych zobowiązań rolnośrodowiskowych - poinformowała ARiMR. Ubiegając się o dopłaty rolnik zobowiązuje się do prowadzenia określonych działań przez taki okres.

Najwięcej wniosków z nowego PROW w 2011 r. - blisko 4 tys. dotyczyło pieniędzy na ekstensywne trwałe użytki zielone (tradycyjne uprawy z zastosowaniem minimalnej ilości nawozów lub bez nawozów), rolnictwo ekologiczne - ponad 2,8 tys. wniosków oraz ponad 2,5 tys. na ochronę wód i gleby.

Maria Zysk z podlaskiego oddziału ARiMR w Łomży powiedziała, że coraz większe zainteresowanie dopłatami rolnośrodowiskowymi wynika z tego, że ludzie chcą korzystać ze wszystkich możliwości finansowych, jakie mają do dyspozycji. Powiedziała, że wykazują "ekonomiczne podejście, a środowisko na tym korzysta".

ARiMR podała, że dotychczasowe zrealizowane płatności w Podlaskiem w ramach programów rolnośrodowiskowych (dane na koniec października) to 100 mln zł wypłacone ze starego PROW i prawie 95,9 mln zł z nowego PROW.

Dopłaty można m.in. pozyskiwać na koszenie podmokłych łąk na obszarach chronionych. Jak ocenia wicedyrektor Biebrzańskiego Parku Narodowego Tadeusz Sidor, w regionie jest coraz więcej osób, które widzą coraz więcej możliwości, jakie daje gospodarowanie nawet na najtrudniejszych gruntach.

Zauważył, że w ostatnich latach pojawiły się w regionie podmioty, które były w stanie zainwestować np. w specjalistyczny sprzęt do wykaszania podmokłych terenów i bagiennych łąk. Kosząc łąki, pomagają rzadkim gatunkom ptaków, które migrują z zarośniętych, nieużytkowanych terenów, a jednocześnie mogą korzystać z dopłat za tego typu działanie. Podmioty takie świadczą też usługi innym rolnikom, co sprawia, że powoli ta dziedzina rozwija się. Sidor mówi, że nawet drobi rolnicy wykazują odwagę, by po unijne środki sięgnąć. - Wiedza idzie stopniowo. To jest efekt pewnej skali. Patrzy się na sąsiadów, którym się udało - dodał w rozmowie.

Biebrzański Park Narodowy sam nie byłby w stanie prowadzić takich koszeń, nie może też korzystać z dopłat. Dzierżawi jednak tereny innnym. Sidor ocenia, że na powierzchni około 4,5 tys. hektarów na terenie parku takie koszenia łąk dla przyrody mają miejsce, a zajmujący się tym korzystają z dopłat rolnośrodowiskowych.