Maliszewski stwierdził, że odbiorca rosyjski był bliski i dobrze płacący – "zrobił nam psikusa na życzenie UE". Zdaniem Maliszewskiego, jeśli nie zdejmiemy z rynku 700-900 tys. t jabłek, to będzie problem w całej Europie. Zachodnie supermarkety nie chcą kupować jabłek z Polski.

- Stosujemy ceny dumpingowe, ratując się przed jeszcze większa katastrofą – mówił Maliszewski. Rozporządzenie 932, zakładające warunki udzielenia pomocy w zakresie 125 mld euro, zostało tak skonstruowane, aby z pomocy tej nie mogli skorzystać polscy producenci. Jak stwierdził poseł, w efekcie producenci odkładają swoje bankructwo w czasie, składując jabłka i decydując się płacić za schładzanie, bez gwarancji otrzymania wyższej ceny w przyszłości. Jeśli nie zadziałają mechanizmy pomocy i ceny nie wzrosną, wiosną problem stanie się światowy.

Maliszewski zasugerował, że zaczęliśmy być mocnym i niebezpiecznym konkurentem na rynku, wzmacniając pozycję grup. Ci, którzy chcieli zawładnąć tym rynkiem skutecznie wpłynęli na zakończenie procesu refundacji i tworzenia grup. Producenci są zależni od przetwórców – ci twierdzą, że mają pełne magazyny, obniżają ceny i domagają się dopłat do skupu na przetwórstwo – wtedy raptem mają możliwość skupu. Przetwórcy lobbują też na rzecz zablokowania środków PROW na przetwórstwo – i zapowiadają, że będą skuteczni.

Skala problemów będzie się powiększać, obejmie nawet cały rynek światowy.

Zachowanie KE pozwala przypuszczać, że zadziałano wobec obecnego kryzysu tak, aby powstrzymać ekspansję polskich producentów na rynku – zarówno wobec owoców deserowych, jak i przetwórstwa. Scenariusz ten się realizuje.

Maliszewski skrytykował akcję supermarketów „Jedz, bo polskie” – być może więcej jabłek będzie zjedzonych, ale dostawcy są osłabiani przez proponowanie niskich cen i ściąganie klientów z bazarków i małych sklepów.

Zdaniem Maliszewskiego, Putin i KE razem osłabiają polski eksport. Scenariusz Putina pokazuje brak solidaryzmu unijnego. Teraz zaczną się protesty i posypie się solidarność europejska – przewidywał poseł.

Być może zdobędziemy inne rynki w efekcie tego kryzysu – ale to długotrwałe działania. Dostosowanie odmian do potrzeb rynku np. chińskiego wymaga lat i nakładów. Potrzeba szybkich doraźnych działań.

- Nie wiem, jakie jeszcze metody możemy zastosować, aby wzmocnić to, co robi minister – konkludował Maliszewski. Potrzebne są szybkie unijne decyzje, aby nie padały kolejne sektory. Decyzje dotyczące rekompensat powinny być podejmowane na takim szczeblu, jak sankcje nakładane na Rosję – podpowiedział, oczekując większego zaangażowania obecnego premiera i byłego premiera na forum UE.