80 mln euro do zwrotu – i wciąż nie do końca wiadomo, za co.

Jak wynika z wypowiedzi wiceminister Zofii Szalczyk w sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, unijne zarzuty dotyczą trzech spraw.

Po pierwsze: nie zostało wydane 50 proc. środków na cele inwestycyjne.

Tymczasem, jak przekonywała wiceminister, nigdzie nie jest powiedziane, że połowa środków wypłacanych z tego działania miałaby być wydatkowana na cele inwestycyjne. Celem działania było ułatwienie funkcjonowania małym gospodarstwom, umożliwienie im dotrwania do możliwości skorzystania z PROW i takich działań, jak przewidziana na cele inwestycyjne „Modernizacja gospodarstw rolnych”.

Drugi zarzut to nie przeprowadzenie kontroli krzyżowej. Zdaniem Komisji Europejskiej, skoro jest baza IRZ, to należało sprawdzać w niej prawdziwość podawanych we wnioskach danych. Wiceminister stwierdziła, że baza IRZ powstała dla innych celów, a w latach 2005-2006 nie mogła służyć do kontroli wniosków składanych w tym działaniu.

Bezzasadny jest też trzeci zarzut: nie przeprowadzanie kontroli na miejscu. Według KE należało je prowadzić co do 5 proc. wniosków. Strona polska uważa, że nigdzie nie jest powiedziane, jakoby w tym działaniu 5 proc. wniosków należało objąć taką kontrolą. Po audycie w lutym 2009 r. wprowadzono zasadę dodatkowych kontroli na miejscu, w efekcie ilość kontroli w ramach tego działania przekraczała progi wymagane przez UE. Jest też drugi aspekt kontroli na miejscu prowadzonych w tym działaniu: ich racjonalność. Niskie wsparcie wypłacane rolnikom nie stwarzało warunków do osiągnięcia celów. Dopiero po trzech latach była potrzebna ocena realizacji celów – i kontrole.

Z taką oceną unijnych zarzutów zgodził się Marek Sawicki.

- Rzeczą niedopuszczalną jest, aby audytorzy w 2009 r. stawiali zarzuty mówiące o warunkach, które nie były w 2005 r. akredytowane – powiedział. Podkreślił, że program miał charakter przejściowy, chodziło o podtrzymanie niskotowarowych gospodarstw i przygotowanie ich do następnych programów dostępnych w PROW. Był to prosty program, który miał nauczyć rolnika, że warto w ramach WPR przebudowywać gospodarstwo. – To jeden z bardziej niesprawiedliwych audytów – podsumował Sawicki i po raz kolejny stwierdził, że wierzy w zmianę decyzji.

Pozostaje pytanie, czy przyjęto do realizacji niedopracowany program, czy też wszystkie założenia były prawidłowo i wyczerpująco ustalone, a cały problem powstał podczas nieprawidłowej ich realizacji.

Obrona tego programu to nie tylko obrona 80 mln euro – to potwierdzenie sensu i potrzeby pomocy niskotowarowym gospodarstwom – mówili posłowie podczas dyskusji.