Poseł Jan Krzysztof Ardanowski (PiS) stwierdził, że niepokoi fakt rosnącego importu:

- Potwierdzają się również wątpliwości – przepraszam za wyrażenie – związane z wyczyszczeniem problemu świń po zeszłorocznej aferze dioksynowej w Niemczech. Głównym krajem eksportującym w 2011 r. były Niemcy. Dane, które państwo przedstawili, potwierdzają to, o czym mówię – Polska wybawiła Niemcy z kłopotu, przyjmując niemiecką wieprzowinę, która musiałaby trafić do utylizacji. Trafiła po bardzo niskich cenach do Polski.

Zdaniem posła,  utrzymuje się niepokojąca sytuacja w zakresie produkcji wieprzowiny, bo świadczy o tym struktura stada, jeśli: - W stosunku rok do roku jest prawie 16-procentowy spadek macior, loch w stosunku do chowu, to ta sytuacja każdego, kto zna się na prowadzeniu stad trzody chlewnej, a myślę, że każdy na ten temat ma jakąś wiedzę, musi napawać niepokojem.

Poseł Ardanowski podkreślił, że potrzebne są działania długotrwałe.

- Jeżeli będzie niedobór prosiąt produkowanych w Polsce, a cena złotówki będzie bardzo droga, to wtedy okaże się, że zapotrzebowanie na polski materiał będzie coraz wyższe. Ale go nie będzie i w następstwie cena kilograma prosięcia pójdzie w górę. Do tej pory tak się składało, że bardzo skutecznie likwidowaliśmy stada podstawowe, dlatego że można było łatwo importować prosięta albo warchlaki, a celowali w tym szczególnie ci, którzy z przypadku zajmowali się hodowlą trzody chlewnej, bo to był szybki interes, w dwa i pół miesiąca kasował go, jeśli się nie opłacało, spadała cena, czekał na najlepszą okazję. Tacy producenci też są w Polsce. Niełatwo było prawdziwym producentom, bo nie da się ciężarnej maciory, czy tej, która karmi, zlikwidować na zawołanie. Stąd zawsze największe koszty ponosili ci, którzy zajmowali się typową produkcją prosiąt - wyjaśniał.

- Zresztą mówiłem na posiedzeniu Komisji czy plenarnym, że był taki okres, że hodowcy nie mieli co robić z polskimi prosiętami, bo te szły szerokim strumieniem z Zachodu, a nasze trzeba było usypiać. To było niedawno, z półtora roku temu, ale wszyscy byliśmy spokojni. Dioksyny jednak spowodowały to, co spowodowały i dzisiaj mamy malejący stan pogłowia. Jeżeli poważnie potraktujemy produkcję mięsa wieprzowego i chcemy być eksporterem dobrej żywności i mieć nadwyżkę eksportu nad importem, to powinniśmy zacząć od podstaw, a to oznacza podstawowe stado, jeśli chodzi o prosięta i o produkcję trzody chlewnej, myślę tu o lochach, ale także jeśli chodzi o produkcję bydła, krów, które w perspektywie czasu powodują o liczebności stad - dodał Ardanowski.