Minister spotkał się z francuskimi dziennikarzami, którzy przyjechali na zaproszenie polskiej strony. Podczas środowej konferencji przedstawił priorytety polskiej prezydencji, a także zaprezentował swoje stanowisko w sprawie przyszłej unijnej polityki rolnej.
Zdaniem Sawickiego, reforma Wspólnej Polityki Rolnej jest konieczna, gdyż obecna nie odpowiada wyzwaniom, przed jakimi stoi Unia. - Reforma będzie możliwa, jeśli będzie autentyczne porozumienie w pierwszej kolejności Francji, Niemiec i Polski, ale także pozostałych krajów - powiedział.
- Chcemy, żeby Wspólnota była wobec swoich członków sprawiedliwa i byśmy traktowali się po partnersku. (...) Chcemy, by system płatności nie zakłócał konkurencyjności na rynku wewnętrznym UE. Nie można na dłuższą metę utrzymać produkcji wieprzowiny czy drobiu w Polsce, jeżeli rolnik francuski otrzymuje do produkcji zboża dwa razy wyższe dopłaty niż polski - mówił szef resortu rolnictwa.

Sawicki dodał, że "Polska nie traktuje sprawy dopłat bezpośrednich, jako pierwszoplanowego zadania". Przypomniał, że rolnicy Estonii otrzymują 90-100 euro do hektara, francuscy - 350 euro/ha , a greccy 580 euro/ha. Jego zdaniem, należy odejść od historycznych kryteriów, które utrudniają reformę.

Wyjaśnił, że płatności historyczne są wynikiem dawnych modeli i systemów wsparcia w ramach WPR - w pierwszej fazie wynikających z niedoboru żywności, a w następnej z jej nadprodukcji. W jego opinii, obecnie nie ma jednolitej polityki rolnej, ale jest 27 różnych polityk europejskich.
- My proponujemy, by płatności w tzw. I filarze (dopłaty bezpośrednie) były rzeczywistą odpłatnością za "ponadstandardowe" wymagania związane ze stawianymi europejskim rolnikom wymaganiami w zakresie jakości żywności, ochrony środowiska i dobrostanu zwierząt - powiedział Sawicki.

Polska otrzymuje dopłaty wyliczone na podstawie tzw. plonów referencyjnych z poprzednich lat. W latach 90. w naszym kraju był kryzys związany ze zmianą ustrojową, plony były niższe niż w latach 80. Na tej podstawie wyznaczono poziom dopłat i do tego ustalono, że będzie to tylko 25 proc. poziomu "startych" krajów UE.