Minister Marek Sawicki tłumaczył dziś w TVP Info swoje intencje po wygłoszeniu szeroko komentowanej opinii o rolnikach frajerach, którzy oddają swoje jabłka do przetwórstwa po cenach niższych niż zapowiadane po rosyjskim embargu rekompensaty unijne.

- Przepraszam za ostre słowa – powiedział Sawicki i tłumaczył, że padły one w sytuacji, kiedy rolnicy zgłosili chęć wycofania, znali stawkę pomocy. Urzędnicy unijni nie wiedzieli, jaka jest nadwyżka owoców. W tym czasie aktywność opozycji była jednak zbyt duża. Padały słowa, że „Unia nic nam nie da”. Minister stwierdził, że podczas kongresu rolników dwa tygodnie temu bronił jako jedyny minister spraw rolników polskich. Problem w tym, że na forum unijnym każde z państw zgłasza swoje problemy – a są one bardzo różne: każde z państw ma inny problem i walczy o swoje interesy.

- Za użyte słowo przepraszam, ale jestem z krwi i kości – uzasadniał minister swoje słowa.

Na pytanie prowadzących, czy problemy innych państw – w tym przytoczony przez ministra przykład rynku wołowiny – nie są również obecne u nas, Sawicki odparł, że najnowsze embargo rosyjskie dotyczące podrobów wołowych nas nie dotyczy. Od reagowania na zaczepki ważniejsze jest więc kontynuowanie misji gospodarczej i prowadzonej promocji. Można było inaczej ubrać w słowa wypowiedź, ale czy dzisiaj byśmy dyskutowali o tym problemie – dowodził minister.

Sawicki nawiązał też do swojego udziału w VII Forum Rynku Spożywczego i Handlu i prezentowanego wówczas stanowiska, że oferta prezentowana na rynku powinna być wspólna. Również rolnicy nie mogą konkurować ceną wobec przetwórców, kupców.

Zasadą powinno być, że na określony rynek dajemy wspólną ofertę handlową. Z tego wynika potrzeba łączenia się w grupy. Członkowie grup producenckich – minister podał jako przykład Roja –  teraz się nie martwią sytuacją.

Sawicki zadeklarował, że bardzo mu zależy, aby każdy producent rolny znalazł swoje miejsce na rynku.

- Mnie obronią sami rolnicy. Ja w to wierzę – podsumował minister swoje obecne kłopoty.