- Ta odpowiedź nic nie wyjaśnia - mówi Wojciech Mojzesowicz. - Napisano w niej, co trzeba zrobić. Że trzeba wystąpić do Brukseli o zgodę na pomoc. My wiemy, co trzeba zrobić, istotne jest, czy jest wola, aby to zrobić. Czy minister wystąpił o taką zgodę, czy wystąpi.

Zdaniem Wojciecha Mojzesowicza nie ma gwarancji, że chociaż najważniejsze sprawy zostaną załatwione. Zalicza do nich dopłaty do materiału siewnego i rezygnację z obcięcia dopłat dla gospodarstw liczących ponad 21 ha.

- Co z tego, że 11 gmin powołało komisje do oszacowania strat po zimie, skoro są zaległości w wypłacie odszkodowań jeszcze za rok ubiegły - mówi Mojzesowicz. - Samorząd ponosi koszty, a rząd zwiększonego wsparcia na kredyt klęskowy nie daje. Skoro w wyniku modulacji dopłat zostaje w budżecie pół mld zł, rząd powinien wskazać, jak te pieniądze zostaną wydane. Konkretnie co zostanie zrobione, aby te gospodarstwa towarowe, które tracą część dopłat, mogły utrzymać produkcję. Albo kwestia przełożenia rat kredytów. To przecież zależy od tego, czy Agencja będzie miała środki na zwiększenie dopłat do kapitału, a to wymaga zaangażowania ministra.

Zdaniem Mojzesowicza, postulaty rolników nie rujnują budżetu, to są konieczne kwestie.
- Minister uznał, że ma silny układ koalicyjny i nic nie musi robić - stwierdza Mojzesowicz.


Jaki będzie dalszy los strajku?
- Jest około 100 przedstawicieli - oni podejmują decyzje.

Jak na razie protestujący postanowili kontynuować okupację sali Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy, którą zajęli w poniedziałek wieczorem i oczekują na reakcję Ministerstwa Rolnictwa.