PRZEGLĄD PRASY: Być może będzie trochę lepiej, bo Agencja Rynku Rolnego wydała już licencje na eksport ok. 10 tys. ton z dopłatą eksportową (nie tylko do Rosji), ale w porównaniu z górką świńską w naszym kraju, liczoną na ponad milion świń, to mały kąsek. Jak już niejednokrotnie zauważaliśmy łatwo wejść z powrotem na rynek rosyjski nie będzie, bo w handlu nie ma pustki i nasze miejsce zajęły już tam zachodnioeuropejscy eksporterzy.

Dużym eksporterom i importerom starają się - jak mogą - pomóc sami rolnicy i konsumenci. Nie ma w zasadzie dnia, by przez polsko-rosyjskie przejścia graniczne nie jechały w bagażnikach aut podróżnych jakieś wybrane elementy polskiego świniaka. Czasami zdarza się, że znajdzie się miejsce aż dla połowy wieprza. To turyści", bez pomocy pośredników, przewożą sobie jakąś zakąskę z gościnnych kresów wschodnich RP. Największe zdziwienie wywołało wśród polskich służb granicznych aż 700 kg wieprzowiny w... łóżku.

Pewien Rosjanin wiózł 14 półtusz wieprzowych (czyli siedem świniaków) w dostawczym volkswagenie, które były ułożone w skrzyni służącej jako łóżko. Niestety, celnicy nie przepuścili takiego ładunku i mięsko zostało na granicy zaplombowane przez inspekcję weterynaryjną. Ale tylko ten jeden wykryty przypadek pokazuje, że zapotrzebowanie na polskie mięso za wschodnią granicą jest ogromne. I gdyby tak było mniej rożnych barier biurokratycznych, to kto wie, może i wypchalibyśmy te swoje świnki na rosyjski stół.

Źródło: Trybuna

Podobał się artykuł? Podziel się!