Zdaniem Czesława Siekierskiego, propozycji reformy WPR na okres po 2013 r. świadczy, że Unia stara się zapewnić dotychczasową redystrybucję środków, brak w niej natomiast woli na głębokie reformy. Obecny czas nie sprzyja reformom, jest sytuacja kryzysowa. W najbliższym czasie będą decyzje o unijnym budżecie, będzie wiadomo, ile środków jest na WPR.

- Dobrze, że Sawicki nie musiał zamykać tej dyskusji – podsumował swoją wypowiedź Siekierski. – Dyskusja jest w trakcie. Gratuluję i tak trzymać w rozważaniach nad przyszłością WPR – zwrócił się do ministra Sawickiego.

Mniej optymistyczny był prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych Wiktor Szmulewicz:

- Prezentacja założeń reformy Wspólnej Polityki Rolnej odbyła się podczas polskiej prezydencji, mamy cztery lata jednego rządu, który lobbował nad zmianami w tej polityce. KE ogłaszając projekt nie uwzględniła nic z polskich propozycji. To albo słabo lobbowaliśmy, albo słabe były polskie propozycje.

Zdaniem Szmulewicza, polscy rolnicy są traktowani w Unii jak ubodzy krewni, w dyskusji o WPR na okres do 2013 r. nie braliśmy udziału, teraz zaś spycha się nas, nie uwzględnia naszych argumentów.

- Zaprotestowaliśmy, żądamy nowego naliczenia schematów dopłat. Dziewięć nowych krajów mówi jednym głosem chociaż w COP-ie. Walczymy o uczciwą zasadę, nie o podwyższenie dopłat. Chodzi o zasadę równości, bo to zmienia nasze szanse, nasz rozwój.

Zdaniem Szmulewicza, „nawet wobec swoich bywają nieuczciwi” (w Unii), rozpiętość dopłat we Francji jest od 150 do 500 euro: - Nie mówimy, że dopłaty muszą być równe, ale sprawiedliwie wyliczone.

Jednocześnie Szmulewicz podkreśla „słabość finansową” polskich organizacji rolniczych:

- Nasz rolnik jest rozbity w różnych organizacjach. Rolnicy żądają, uciekają od ponoszenia kosztów. Ciężko zorganizować protest. Zobaczymy za rok, co uda się nam ugrać.

Podobał się artykuł? Podziel się!