Wobec obowiązkowych ubezpieczeń, które wejdą w życie 1 lipca br. i dyskusji wokół tej kwestii, akademicy z Poznania zaproponowali powstanie interdyscyplinarnego międzyuczelnianego zespołu, który postara się rozwiązać wszelkie spory. Do udziału w projekcie zaproszeni zostaliby także: Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi, producenci rolni, zakłady ubezpieczeń oraz inne instytucje zajmujące się „propagowaniem świadomego zarządzania ryzykiem w sferze rolniczej”. – Włączenie tak szerokiego grona (…) pozwoli szybko przekształcić sferę koncepcyjną w sferę wdrożeniową – stwierdził dr Krzysztof Łyskawa z poznańskiej AE.

Naukowcy nie tylko przekonywali do swego pomysłu, ale i przedstawiali interesujące badania podczas konferencji, którą patronatem objął Wicepremier i Minister Gospodarki Waldemar Pawlak. Wynika z nich, że w związku z coraz częstszymi klęskami, choćby przymrozkowymi i gradowymi jak na początku 2007 r., pogorszyła się sytuacja finansowa rolników. Głównymi przyczynami wypłaty odszkodowań w ub. r. były najczęściej właśnie te klęski. Dostępne dane potwierdzają, że pomoc dla poszkodowanych gospodarstw to co roku niemal 50 milionowe obciążenie dla budżetu państwa.

Po katastrofach wielu rolników zaprzestało produkcji rolnej. Tymczasem aż 27 proc. gospodarstw uzyskuje ponad 50 proc. dochodu z upraw. To bardzo dużo, a bez odpowiednich zmian w podejściu do ubezpieczeń sytuacja nie ulegnie poprawie. Tym bardziej, że klimat nam nie sprzyja. – Obecnie nie mówi się już o cyklach szkodowych 10-15 letnich, ale 5-8 letnich – ostrzegał Janusz Pavel z Vereinigten Hagel Giebel.

Zaledwie kilka procent producentów rolnych ubezpiecza uprawy i zwierzęta. Jak wynika z ankiet przedłożonych w jednej z wielkopolskich gmin, tylko 4 proc. rolników deklaruje, że nie widzi potrzeby ubezpieczenia. A prawie połowa twierdzi, że ich potrzeby w zakresie ubezpieczenia nie są zaspokojone. Natomiast tylko w przypadku ceny ubezpieczenia budynków 70 proc. rolników twierdzi, że wysokość składki im odpowiada. Najmniej zadowalające jest ubezpieczenie upraw – 76 proc. rolników zmniejszyłoby jego wysokość.

Rolnicy najbardziej obawiają się suszy, gradobicia i ognia. To ostatnie zagrożenie nie jest uwzględnione w pakiecie dotowanych ubezpieczeń obowiązkowych. Przezorny rolnik składkę za ubezpieczenie od ryzyka pożaru opłaci zatem w całości z własnej kieszeni.

O ile pomysł obowiązkowych ubezpieczeń jest ogólnie uważany za dobry – zarówno w środowisku ubezpieczycieli, jak i rolników - dyskusyjne są proponowane „pakiety”. Przezimowanie i przymrozki wiosenne, grad, susza, czy powódź nie w każdej części naszego kraju stanowią takie samo zagrożenie. – Pamiętajmy o regionalizacji – zaznaczyła prof. Irena Jędrzejczyk ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Nie mniej istotna jest potrzeba zorganizowanej akcji informacyjnej wśród rolników. Rolą ubezpieczyciela jest uświadomienie rolnikowi co kupuje. (…) - To źle, że przy kupnie ubezpieczeń dotowanych 77 proc. rolników tak naprawdę nie wie co jest uwzględnione w pakiecie – mówił przedstawiciel PZU SA.

Obecny na konferencji Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi starał się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak mało rolników ubezpiecza się. – Moim zdaniem, wynika to z tego, ze od lat ubezpieczenia nie są obowiązkowe. A z czasów kiedy były, rolnicy nie maja dobrych wspomnień. Poza tym poziom dochodów tej grupy nie jest wysoki. Biednych ludzi nie stać na ubezpieczenia – podkreślił. – W mojej ocenie oferta Towarzystw Ubezpieczeniowych dla rolników nie jest ofertą atrakcyjną – dodał.

Źródło: Farmer.pl