To, co wreszcie i po długich dyskusjach przedstawiła KE jako podstawę do dyskusji, można uznać za zupełne zlekceważenie wcześniej zgłaszanych propozycji, dotyczących wyrównania dopłat bezpośrednich i przestawienia WPR na tory bardziej intensywnej produkcji. Zamiast tego, mamy system konserwujący stan obecny i niezachęcający do jakiejkolwiek aktywności.
Propozycje Komisji Europejskiej przedstawił w siedzibie Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce Jerzy Plewa, zastępca dyrektora generalnego w DG ds. Rolnictwa Komisji Europejskiej. Minister Marek Sawicki zorganizował natomiast równoległą konferencję prasową w Sejmie. Z jego wypowiedzi wynika, że nawet on jest zaskoczony miałkością propozycji.
- Z dużym żalem muszę stwierdzić, że pakiet legislacyjny nie jest reformą; jest on próbą kosmetycznych zmian i utrzymania dotychczasowego status quo w zakresie podziału środków europejskich. Nie ma tam elementów „wyrywających" tę politykę na rozwojową, konkurencyjną - powiedział Sawicki, zupełnie jakby nie uczestniczył w wypracowywaniu zaprezentowanej propozycji. - Sytuacja, w której Komisja przyznaje, iż trzeba odejść od historycznych tytułów do płatności i zamienić je na uprawnienia, jest kolejnym żartem z debaty.

WYRÓWNANIA DOPŁAT NIE BĘDZIE
Uczynienie polskiego rolnictwa konkurencyjnym trzeba zacząć od zrównania dopłat, inaczej nasi rolnicy już na starcie są dyskryminowani - właśnie ta podstawowa i zrozumiała dla każdego rolnika prawda, po raz kolejny nie została wzięta pod uwagę.
Zaproponowano „redystrybucję płatności", która miałaby wynosić „jedną trzecią różnicy pomiędzy obecnym poziomem, a 90 proc. średniej UE". Oznacza to, że państwa mające dopłaty bezpośrednie, wynoszące mniej niż 239 euro na hektar, mogłyby liczyć na stopniowy wzrost, do kwoty 266 Euro, czyli obecnej średniej unijnej. Z kolei te kraje, które przekraczają średnią, otrzymywałyby na dopłaty coraz mniej. Obecne dopłaty w Polsce to 215 euro. W 2014 r. na dopłaty mielibyśmy 3 mld 39 mln euro, a w roku 2018 - 3 mld 122 mln, wyliczył Jerzy Plewa. Późniejsza wysokość dopłat jest niewiadoma, zaproponowano bowiem kryteria redystrybucji, a nie konkretne kwoty dopłat. Szacuje się, że w 2018 r. średnia dopłata będzie o kilka Euro wyższa niż obecnie. Być może, do zrównania dopłat mogłoby dojść ok. 2028 r. J. Plewa, zapytany o przyczyny utrzymania takich różnic w wysokości dopłat, zapewnił, że propozycja „to wynik pragmatycznego podejścia, które ogranicza transfery między państwami" i pokazuje zestawienie obrazujące, jak duży jest udział środków unijnych w naszym budżecie krajowym w porównaniu z PKB. Inne kraje dają na Unię więcej i - jak wynika z takiej argumentacji - mają tym samym prawo dyktować warunki. Pytanie tylko, czy nam się opłaci taki wspólny rynek i czy UE nie stać na żadną konstruktywną propozycję, a tylko na redystrybucję składek? Ale odpowiedź na to pytanie wymagałaby szczegółowych wyliczeń, uwzględniających osiągane w tym systemie zyski i ponoszone wydatki, a tych nikt nie przedstawia.