W Sejmie rząd przedstawił – na wniosek SLD – informację na temat swoich działań zmierzających do wyrównania dyskryminujących polskie rolnictwo dopłat bezpośrednich, uproszczenia wspólnej polityki rolnej oraz skierowania środków na konkurencyjność i postęp.

- Podejrzewam, że pan poseł Ajchler zrobił to z pewnego rodzaju premedytacją, rzucając tę polityczną dyskusję, bo dokładnie wie, jak wiele może pojedynczy kraj w Unii Europejskiej. Kiedyś zapisaliśmy się do Unii Europejskiej, dzisiaj musimy z tej Unii Europejskiej korzystać w miarę możliwości i w miarę tego, co ta Unia proponuje, bo Unia to jest nie tylko Polska, ale to jest większość krajów – mówił Leszek Korzeniowski (klub Platforma Obywatelska), podczas dyskusji nad informacją. -  To jest oczekiwanie czegoś, co w gruncie rzeczy nie jest możliwe do uzyskania. Państwo dokładnie wiedzą, że rząd polski, jakikolwiek by był, państwa, SLD czy jeszcze inny, będzie starał się o to, żeby dopłaty bezpośrednie były maksymalnie wysokie, maksymalnie wysokie. Pański rząd, państwa rząd był przez dwa lata i nie zrobił dokładnie nic – mówił dalej Korzeniowski. Uznał całą dyskusję na ten temat za polityczną pyskówkę: - Co to jest dopłata bezpośrednia? Usłyszałem kiedyś od pana ministra Pilarczyka, że dopłata bezpośrednia to jest finansowanie konsumentów, którzy biorą udział w tym łańcuchu. Dopłata bezpośrednia jest po to, żeby konsument w mieście płacił nieco mniej za żywność, którą spożywa. Dlatego jeszcze raz podkreślam i stwierdzam, że to naprawdę jest czysto polityczna pyskówka.

Oponował Jan Krzysztof Ardanowski, Prawo i Sprawiedliwość.

- Niestety to, co zaproponowała Komisja Europejska w październiku ubiegłego roku, jest głęboko dyskryminujące i niesprawiedliwe. I rozumie to parlament, ponieważ zarówno Sejm, jak i Senat przyjęły bardzo zbliżone uchwały, w których podkreślają ten dyskryminacyjny i niesprawiedliwy charakter dopłat, podnosząc również argument, że jest to sprzeczne z traktatem konstytuującym Unię Europejską, ponieważ nie może być dyskryminacji ze względu na kraj, w którym rolnik prowadzi swoje gospodarstwo. Nie chodzi o narodowość, panie ministrze – poseł zwrócił się do wiceministra rolnictwa Kazimierza Plocke, który wcześniej uznał argument niedyskryminacji za słaby.