Dziś odpowiedź prof. dr. hab. Andrzeja Czyżewskiego, kierownika Katedry Makroekonomii i Gospodarki Żywnościowej z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu na pytanie, czy mogliśmy wynegocjować więcej.

- Nie spodziewałem się zbyt wiele po unijnej propozycji, więc satysfakcjonuje mnie ona w większym stopniu niż innych. Nie sądziłem, że uda się wyrównanie dopłat, bo to praktycznie niemożliwe ze względu na uzasadniony skądinąd (rachunek kosztów produkcji) brak zgody krajów „starej” Unii. Strachy, że pogorszą się warunki, okazały się nieprawdziwe. Na dopłaty bezpośrednie będziemy dostawać z roku na rok więcej, według moich szacunków około 8 euro na hektar więcej co rok niż teraz. Cieszy mnie to, że tych pieniędzy będzie więcej niż można się było spodziewać, i że w II filarze mogą być większe kwoty, z których można jeszcze coś dołożyć do dopłat bezpośrednich.  Kwestia II filara to sprawa otwarta, może być więcej środków, jeszcze wszystko jest do załatwienia. Pozytywnie oceniam też kwestie związane z bezpieczeństwem żywności – potrzebne rozwiązania ze względu na ostatnie doświadczenia tj.  możliwość tworzenia rezerwy, pozwalającej reagować w sytuacji kryzysu.

- A czy dopłaty bezpośrednie mogą satysfakcjonować rolnika?

- Jeśli chodzi o kwestię dopłat bezpośrednich, to ucieszyła mnie możliwość ryczałtowej płatności dla drobnych rolników. To kilkaset tysięcy wniosków. Odpadnie więc olbrzymia praca związana z ich obsługą. Nie martwi mnie przy tym to, że ci, którzy mają 1-2 hektary dostaliby dopłaty przysługujące do 3 ha, bo pieniądze te zwiększą popyt, co może dać dobre efekty makroekonomiczne.

- Czy nie zabraknie środków na te dopłaty?

- Jest pewne zagrożenie, mamy rok, aby to policzyć. Pamiętajmy, że wejście w system zryczałtowany to nie jest obowiązek. Rolnik policzy, a jeśli dojdzie do wniosku, że dostanie mniej, pozostanie przy dotychczasowym sposobie otrzymywania dopłat.  Boję się tylko, że wszyscy będą chcieli ryczałtu, może potrzebne będzie więc ustalenie jakiejś kolejności (kryterium) jego przyznawania, tym bardziej, że wymogi stawiane w systemie pełnym dopłat, związane z „zazielenieniem”, nie są wcale wysokie. 7 proc. powierzchni wyłączonej z produkcji to nie jest dużo. Tyle już teraz zajmują miedze i zadrzewienia śródpolne i inne nieużytki , z tym nie powinno być problemu. Nie widzę też zagrożenia z podziałem pola na trzy różne uprawy, ale wiążę to z płodozmianem, bo ciągłe uprawianie tej samej rośliny na tym samym areale byłoby bez sensu.